środa, 10 lutego 2016

Rozdział 25

- Jak to coś Ci jest ? - wróciłam na swoje miejsce
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć i czy w ogóle powinienem o  tym mówić - uciekł spojrzeniem
- Jezu, no mów! - czułam jak serce coraz bardziej mi łomocze
- No bo ja umieram....- zaczął
- Ale co? Jak? To nie możliwe...- poczułam jak łzy spływają mi po policzkach
- Tak, umieram. Umieram z braku Ciebie. Nie umiem żyć bez Ciebie, próbowałem, nie umiem, przepraszam -mówił 
- Jesteś nienormalny, myślałam że serio Ci coś jest. Wiesz jak się przestraszyłam? - nie potrafiłam opanować łez
- A myślisz że to jest nic? To jest dużo gorsze niż śmierć - podszedł do mnie i otulił swoimi ramionami. Wtuliłam się w jego tors i schowałam swoją głowę tak by nie widział moich łez. Staliśmy tak chwilę a ja poczułam się jak dawniej....
- Nawet nie wiesz jak mi tego brakowało - szepnęłam
- Wiem, doskonale wiem co czujesz, bo ja czuję to samo, nie wiem co mam zrobić żebyś znowu mi zaufała, żebyś znowu była moja - zaciskał swoje ręce coraz silniej 
- A ja chciałabym żeby to się nie wydarzyło, żeby było jak kiedyś - wróciłam do stolika
- A ja chciałbym cofnąć czas o tyle żeby wcześniej Ci wszystko wyznać, żeby dużo wcześniej wszystko nam się udało, bez problemów - dołączył do mnie 
- No jak bez problemów? Nie ma życia bez problemów - uśmiechnęłam się
- No tak, więc bez takich problemów, ech - odwzajemnił mój uśmiech
- Przepraszam,  że nie chciałam Cię słuchać, że nie dałam szansy, ale wiesz ja nie umiem żyć z taką świadomością że przez jakiś czas było nas 2, że nie powiedziałeś mi tego od razu, no bo to tak jakbyś  mi nie ufał, może gdybyś mi na spokojnie powiedział o tym wszystkim, teraz byłoby inaczej
- Tak, wiem spieprzyłem, przyznaje się do tego, ale zrobię wszystko żeby Cię odzyskać wiesz - złapał moją rękę
- Ja wiem, że Ty się tak łatwo nie poddajesz, walczysz do końca, o wszystko...- zaczęłam
-...co kocham, tak zawsze walcze do końca o wszystko, zawsze - dokończył
Siedzieliśmy tak rozmawiając, przez moment nie liczyło się nic, wszystko co złe zeszło na dalszy plan, a my próbowaliśmy ułożyć to wszystko w całość.Ludzie pragną czasami się rozstawać, żeby móc tęsknić, czekać i cieszyć się powrotem. Tylko u nas jak zawsze wszystko było inaczej. Jeszcze kilka godzin temu mówiłam sobie że  Czas zapomnieć, że był. Zniszczyć w sobie wspomnienia, które wciąż jeszcze ranią. wyrzucić z serca wszystkie słowa, wszystkie gesty, najsłodsze pocałunki i najpiękniejsze spojrzenia. Pozbyć się widocznych śladów jego obecności. Czas żyć życiem. Nie nim. A teraz? byłam zupełnie pogubiona. Głupi paradoks siedzi w mojej psychice. Nie potrafię okazywać uczuć. Zawsze gdy kogos pokocham daje mu do zrozumienia, że jest dla mnie nikim. A teraz było inaczej, za bardzo pokazałam że mi zależy...i szybko tego żałowałam, ale co jeśli to jednak wszystko czego tak na prawdę chce.
-Jeszcze nigdy z nikim nie byłam tak szczęśliwa.Ale też nigdy wcześniej tyle nie płakałam..mimo to i tak chyba muszę poprosić Cię o czas, chwilę czasu - moją rozmowę przerwał Michał dosiadający się do naszego stolika 
-Widzę wszystko się udało, wszystko - uścisnął nasze dłonie 
-Jeszcze nie do końca - powiedziałam
-Dlatego musisz wyjść przed restauracje i tam ktoś nad Tobą popracuje a ja popracuje nad Bartkiem - mówił szczęśliwy Michał
-Cóż za konspiracja - uśmiechnęłam się i wyszłam na zewnątrz, mimo pięknego słońca było dosyć zimno, zaczęłam pocierać swoje ręce, 
- Nadal nie nauczyłaś się nosić czapki - usłyszałam głos swojej przyjaciółki 
-Nadal nie zrozumiałaś, że ja się nie zmienię? - zaśmiałam się i udałam się w jej kierunku, padłyśmy sobie w ramiona jak za starych dobrych czasów, jakby te miesiące rozłąki niczego nie zmieniły w naszym życiu, nie zachwiały naszej przyjaźni, mimo wszystko znowu było jak dawniej
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym co się stało? O waszych problemach - zapytała
-Sama wiesz jakby było, Ty mówiłabyś mi że on mnie kocha i nie chciał mnie skrzywdzić,że ja kocham jego.  Ja bym miała swoje zdanie mimo że chciałabym żeby było jak twierdzisz Ty - odpowiedziałam

-Nie było by tak - zaprzeczyła
-No jak  nie? przypomnieć Ci mam dawne lata..dawne przeżycia - zaśmiałam się 
- No dobra nie było tematu, ale przykro mi że musiałaś sobie radzić z tym sama, wiesz 
-Nie byłam z tym sama z każdej strony słyszałam tylko jak każdy mówi zapomnij o nim.A może ja nie potrafię?
bo łatwo im powiedzieć nie kochaj go. A mi już nawet łez brakowało żeby płakać

-Proszę Cię nie rezygnuj. Może okaże się, że to na niego czekałaś całe życie?
- No a nie mówiłam że tak by było - zaśmiałyśmy się wspólnie 

piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 24

- Wybacz, muszę już iść - oddaliłam się krok do tyłu
- Zabawne, a zawsze powtarzałaś, że to ja  uciekam od problemów - przybliżył się znów na niebezpieczną odległość
-Właśnie dobrze powiedziane problemów - uśmiechnęłam się lekko
- Nie łap mnie za słówka, wiesz o co mi  chodzi
- No właśnie kurcze pogubiłam się w tym już jakiś czas temu - odwróciłam się do niego plecami i ruszyłam w stronę wyjścia
- Każdy ma prawo się pogubić, każdy ma też prawo dostać drugą szansę, nie sądzisz? - podbiegł do mnie
- Ale czego Ty  ode mnie oczekujesz? - odwróciłam się
- Chce żebyś dała mi szansę, żebyś dała sobie wszystko wytłumaczyć, żebyś mnie zrozumiała,wybaczyła mi to co się stało - mówił
- Chyba nie potrafię, nie umiem zapomnieć tego co się stało, może kiedyś ale jeszcze nie teraz, sama nie wiem...
- Sama mówiłaś że nasza przyjaźń jest na zawsze a złamało ją takie coś, przecież wiesz że nie zrobiłem niczego złego
- No popatrz takie małe niewinne coś, to straszne, jak tak mogłam, no bo przecież Ty nie zrobiłeś niczego złego, to tylko ja sobie coś ubzdurałam  - zaczęłam swój monolog.
Wtedy Bartek podszedł do mnie , położył ręce na moich policzkach i ustami zamknął moje usta tak bym nic więcej nie mówiła. Tkwiliśmy tak dłuższą chwilę, czekałam na ten moment bardzo długo, mimo to odsunęłam swoją twarz od jego twarzy.
- Nigdy więcej tego nie rób - szepnęłam
- Przepraszam - powiedział zaciskając swoje ręce na mojej tali
- Puść mnie - próbowałam rozluźnić jego uścisk
- Obiecaj, że dasz mi chwilę rozmowy, tylko tyle - zacisnął ręce jeszcze bardziej
- Proszę, puść mnie - wtedy on rozluźnił swój uścisk a ja pospiesznie  ruszyłam w stronę czekającego autokaru.  Weszłam do środka i zajęłam swoje miejsce. Całą drogę patrzyłam na krajobraz za szybą, słuchałam muzyki  i rozpamiętywałam spotkanie z Bartkiem. Mimo upływu czasu moje uczucia nie uległy zmianie, co więcej są jeszcze mocniejsze. On wciąż działa na mnie tak mocno, wciąż sprawia mi drżenie rąk, szybsze bicie serca...Z moich rozmyślań wyrwał mnie Andrzej
- Zamierzasz tu spać ?  - zaśmiał się
- Co? -  zapytałam nie słysząc jego pytania
- Pytałem czy zamierzasz spać dzisiaj w autokarze - powtórzył
- Nie, nie zamierzam - uśmiechnęłam się
- No to chodź do hotelu bo jesteśmy już  na miejscu - podał mi rękę a ja posłusznie ruszyłam za nim.
Kiedy tylko weszłam do swojego pokoju od razu poszłam pod prysznic. Stałam i nadal myślałam o tym wszystkim. Ciepła woda była ukojeniem dla mojego ciała, kiedy wyszłam od razu położyłam się do łóżka, jedyne o czym marzyłam to sen najlepiej kilkunastu godzinny. Mimo potwornego zmęczenia nie mogłam zasnąć, moje myśli były zupełnie nie tam gdzie powinny, dopiero nad ranem odpłynęłam. Ze snu wydarł mnie telefon...jakiś nieznany numer. Nie lubiłam odbierać takich telefonów ....
- Dzień dobry, chciałbym Ci tylko powiedzieć że ....- usłyszałam jakiś męski głos
- Bartek...- przerwałam mu
- Michał, ale cieszę się że myślisz o nim, to dobry znak - powiedział radośnie
- Jaki Michał? - przetarłam oczy
- Facet Twojej przyjaciółki, przyjaciel Twojego faceta - zaśmiał się
- Ekhem - chrząknęłam do telefonu
- No przepraszam, słuchaj mam sprawę do Ciebie - zaczął
- Tak słucham Cię - poprawiłam się na łóżku
- Chodzi o Bartka....
- To chyba nie jest dobry temat do rozmowy
- Wydaje mi się że to powinno Cię zainteresować
- Nie wydaje mi się
- A mi tak. Tu liczy się czas - powiedział zaniepokojony
- Co się dzieje? - zerwałam się na równe nogi
- Wiesz, to chyba nie jest dobra rozmowa na telefon, masz może czas teraz? - powiedział
- Ale że jak teraz? Już? - pytałam
- No tak, za 20 minut w tej restauracji obok hotelu w którym jesteście - oznajmił
- Ale co Ty tu robisz ? - pytałam dalej
- Przyjdź wszystkiego się dowiesz, pytaj o rezerwacje na nazwisko Winiarski, okej?
- No okej - rozłączyłam się i poszłam się jakoś ogarnąć, ciężko było ukryć zmęczenie i nieprzespaną noc mimo to udało mi się zebrać i po wyznaczonym czasie byłam już na miejscu, w recepcji zapytałam o rezerwacje, kelner wskazał mi stolik gdzie się udałam, kiedy zajęłam miejsce dostałam sms-a od Michała że się trochę spóźni, uśmiechnęłam się, a niby to kobiety mają z tym problem, odłożyłam telefon i czekałam.
Wtedy na przeciwko mnie usiadł nie kto inny tylko Bartek,
-Czyli jednak Ci na mnie zależy skoro dowiedziałaś się że coś jest nie tak i tu jesteś - usiadł na przeciwko
-Czyli to był zwykły spisek, a Tobie nic nie jest tak?  - zapytałam wstając z miejsca
- Nie do końca spisek, bo coś mi jest - oznajmił

poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział 23

Dzisiaj mija dokładnie 4 miesiące od mojego "transferu". Bełchatów nie jest aż taki zły jak myślałam. Najlepsze jest to że dzisiaj w ramach LM gramy mecz z Lube. Tak właśnie z zespołem mojego Bartka, a nie przepraszam on już nie jest mój a tak właściwie to nawet nigdy moim nie był. Przez pół dnia  szukałam wyjścia z tej sytuacji,  planowałam jakoś wykręcić się z tego meczu. Jeśli go teraz zobaczę to cała moja próba zapomnienia straci jakąkolwiek siłę. Czas szybko płynął, godziny mijały, wskazówki kręciły się coraz szybciej, aż w końcu wybiła ta godzina w której trzeba było jechać na halę. Siedząc w autokarze czułam zdenerwowanie, panikowałam, nie wiedziałam co mam robić, jak się zachować... Iść z nim porozmawiać czy udawać że go nie znam i że nic nie znaczył? Nie tak się nie da, emocje sięgały zenitu. Kiedy już byliśmy na  miejscu modliłam  się tylko żeby go nie zobaczyć, żeby na niego przypadkiem nie wpaść, wiedziałam że to jest niemożliwe mimo to chciałam w to wierzyć. Jak się okazało los był dla mnie łaskawy bo dowiedziałam się że Bartka w tym meczu nie zobaczę, rozejrzałam się po hali, próbowałam wypatrzeć go na trybunach. Było to naiwne, nie chciałam go widzieć ale z drugiej byłam ciekawa jak  wygląda, czy się zmienił, czy kogoś ma. Od naszego pożegnania nie śledziłam informacji o nim, o jego karierze ani o życiu prywatnym. Wmawiałam sobie że mnie to nie interesuje ale z drugiej.... ehh. W końcu rozległ się pierwszy gwizdek. Mecz był potwornie trudny. Przez dwa pierwsze sety radziliśmy sobie świetnie.  W końcu trener podczas przerwy poinformował mnie że musi mnie zmienić co więcej robi to dla mojego dobra. Stałam w kwadracie nie rozumiejąc kompletnie jego decyzji, rozmyślając o tym co źle zrobiłam.... Aż do tego momentu w którym okazało się że Bartek zagra .....wszedł na boisko i wtedy moje serce zamarło. Patrzyłam na niego jak wtedy kiedy nasza znajomość się rozwijała. Chciałam nakarmić moje wygłodniałe jego widoku oczy. Wydawało mi się że patrzę kilka minut, ale jak się okazało patrzyłam na niego przez cały set, czyli jakieś  pół godziny. Okazało się że i ten set również był dla nas. I nadszedł ten potworny moment kiedy trzeba było stanąć pod siatką i podać sobie ręce. Szłam i czułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Stanęłam na samym końcu licząc że szybko przez to przemknę, ale los poraz kolejny sobie zadrwił i w zespole Lube na końcu stał on. I nadszedł ten moment kiedy moja ręka wylądowała w jego. Podniosłam głowę by poraz ostatni go zobaczyć. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały i lewy kącik jego ust powędrował ku górze. Zawsze tak robił kiedy chciał się zalotnie uśmiechnąć. Wtedy już wiedziałam że w jednym ułamku sekundy straciłam 4 miesiące trudnej walki by o nim zapomnieć. Jak widać nie da się zapomnieć o ludziach których się kochało, to po prostu niemożliwe.
- Gratuluje, dobry mecz - uśmiechnął się nadal trzymając moją rękę
Chciałam w tym momencie rzucić mu się na szyję i wyznać jak bardzo mi go brakowało i ile dla mnie znaczy. Ale zdobyłam się tylko na chłodne - Dzięki - wyrywając swoją rękę z jego uścisku. Podbiegłam do mojej drużyny by razem cieszyć  się z wygranej. Aż w końcu poszłm do szatni by się odświeżyć i wrócić do hotelu bo mieliśmy już wolny  wieczór. Wyszlam przed halę i rozejrzałam się dookoła, plac opustoszał, więc i na mnie przyszła pora. Ruszyłam przed siebie i kiedy schodziłam ze schodów usłyszałam pytanie
- Można autograf?
- Dla wiernych kibiców zawsze -  odwróciłam się z uśmiechem
- Zawsze byłem i będę Twoim najwierniejszym kibicem - ujrzałam Bartka i momentalnie zamiast uśmiechu pojawiła się panika
- Dobrze Ci zrobił ten transfer, w końcu masz możliwości się rozwijać, nadal śledze Twoje postępy - dodał
- Ja niestety Twoich nie - wydusiłam z siebie
- Wiem nie dziwie Ci się, rozumiem że nie chciałaś i nie chcesz mnie widzieć - ponownie się uśmiechnął
-Nie chciałam Cię widzieć ale Cie widziałam przez te cholerne 4 miesiące - mój wzrok utkwił w podłodze
- Jak to? Przecież mówiłaś że nie śledzilaś moich postępów - podszedł bliżej
- Bo nie śledziłam
- Więc jak to możliwe? - zapytał
- Widziałam Cie każdej cholernej nocy kiedy tylko zamykałam oczy - powiedziałam drżącym głosem
- Więc Ty mnie nadal kochasz ? - podszedł i podniósł moją głowę tak że nasze oczy znowu się spotkały
- Niestety nigdy nie przestałam Cię kochać co więcej nigdy nie przestanę i doskonale o tym wiesz
- Wiem też że już nigdy mi nie zaufasz i nasze drogi znowu się rozejdą i tym razem na wiele dłużej niż jakieś 4 miesiące - oparł swoje czoło o moje
- Znowu musimy się rozstać, tym razem na poważnie bez żadnych powrotów - polozylam rękę na jego policzku
- Kocham Cie dlatego odejde jeśli to sprawi że będziesz szczęśliwa to odejde na zawsze, musisz mi to tylko powiedzieć prosto w oczy, że mnie nie chcesz, że nie kochasz i że nic nie znacze....wtedy odejdę...

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 22

Rano wstałam, wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Na dole siedziało kilku moich nowych klubowych kolegów. Wzięłam kubek z kawą i usiadłam do jednego ze stolików.
-Dzień dobry, jak się spało? - Andrzej usiadł naprzeciwko mnie
- Dzień dobry, bardzo dobrze, a Tobie? - zapytałam
-A dziękuję, bardzo dobrze - uśmiechnął się
- Ciesze się - spojrzałam na niego
-Wiesz, bo dzwonił do mnie Bartek - zaczął
-Muszę juz iść - wstałam i pospiesznie wyszłam na korytarz
- Zaczekaj no - złapał mnie za rękę
-Co ? - wyciągnęłam rękę z jego uścisku
- Daj mu chwilę rozmowy
- Rozmowy? Gdyby mu kiedykolwiek na mnie zależało zadzwoniłby chociaż raz, próbowałby jakoś to wyjaśnić, ale nie.
-Daria....- usłyszałam za sobą jego głos
Łzy same napłynęły mi do oczu...
-Daj mu szanse - powiedział Andrzej zostawiając nas samych
-Daj mi 10 minut rozmowy a już nigdy więcej mnie nie zobaczysz, obiecuje - powiedział podchodząc do mnie
- O czym Ty chcesz ze mną rozmawiać? - szepnęłam
-O tym wszystkim co się stało
- Nie, dziękuję -ruszyłam w stronę pokoju
- Cholera jasna, 10 minut rozmowy i znikam i popatrz w końcu na mnie - krzyknął łapiąc moje ramiona
- Nie wiem czy potrafie
- Zerwałem z nią w ten sam dzień w którym zdecydowaliśmy się być razem, rozumiesz w ten sam cholerny dzień - zaczął mówić wciągając mnie do mojego pokoju
- Kiedy jej o nas powiedziałem, wtedy ona powiedziała mi że jest ze mną w ciąży. Nie oszukiwałem Cie. Chciałem zachować się jak prawdziwy facet i przyjąć konsekwencje swoich czynów. Przecież tak należy, być konsekwentnym. - kontynuował
- Więc będziesz wspaniałym ojcem  jak i mężem - wtrąciłam
- Nie będzie żadnego dziecka, ona nie jest i nie była w ciąży, kłamała bo wiedziała że zawsze wybrałbym Ciebie, nie chciała mnie stracić. Wymyśliła to żebym z nią został. Nie potrafiła zaakceptować tego że odchodzę.
- Ja też nie chciałam i straciłam - usiadłam na łóżku
- Nie straciłaś to ja straciłem Ciebie, przez własną naiwność, straciłem nadzieje kiedy nie chciałaś ze mną rozmawiać i nie odpisywałaś na moje wiadomości, przyjechałem do Ciebie ale Ty byłaś już w drodzę do Bełchatowa.....wisiałem na telefonie ale Ty nie odbierałaś. Nie dziwie się, ale ....- klęknął przede mną
- Jezu, nie kłam. Przez ten cały czas nie dostałam od Ciebie ani jednej wiadomości ani jednego połączenia, tak po prostu zrezygnowałeś z naszej miłości, z nas, ze mnie....
- Jak możesz? Mogę pokazać Ci telefon, pełno tego w nim. - złapał moje ręce- Zobacz, tysiące połączeń i wiadomości, zero Twojej reakcji,zero - pokazał historie połączeń
- Bartek, to nie jest mój numer, widać Natalia dopięła swego - spojrzałam na niego
- Przecież Cię nie zdradziłem, nie oszukiwałem, nie zrobiłem niczego złego....rozumiesz niczego - oparł swoje czoło o moje
- Zostawiłeś mnie, nie liczyło się czy wezme ten transfer czy nie , nie powiedziałeś mi odrazu o wszystkim tylko zrezygnowałeś ze mnie
-Chciałem tylko wyjechać wiedząc że znasz prawde. Nie wytrzymałbym świadomości że mnie tu nienawidzisz - wstał z miejsca
- Czyli jednak wyjeżdżasz?
- Nic mnie tu już nie trzyma, straciłem wszystko co najważniejsze, straciłem Ciebie, przepraszam że nie potrafiłem Ci dać szczęścia, że cierpiałaś, chce żebyś wiedziała że jesteś miłością mojego życia i zawsze nią będziesz......zawsze.
-Tak bardzo chciałam obok Ciebie być, nie myśląc ile to kosztuje…tyle popełniliśmy błędów niszcząc naszą miłość zanim miała możliwość zaistnienia.
- Błędy – powiedział z wysiłkiem – też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych. Liczysz się dla mnie, i zawsze będziesz liczyć. Nigdy nie sprawiłaś mi zawodu. Nigdy. Wierz mi.
- Moim błędem był brak walki o Ciebie, brak podjęcia tej głupiej walki, najpierw myślałam że będziesz moją niespełnioną miłością a gdy okazało się że Ty czujesz to samo , myślałam że mamy szanse na bycie razem ale jak widać chyba nie jesteśmy dla siebie
- Byliśmy sobie pisani, tylko przez naszą nieśmiałość zmarnowaliśmy trochę czasu i bojąc się że dużo go już przepadło za bardzo chcieliśmy i jeszcze jak pojawia się trzecia osoba, wtedy każdy związek się rozpada
- No tak, niektórzy nie potrafią liczyć do trzech, na przykład ja. Widziałam, że jesteś szczęśliwy z nią więc nie powinnam mówić Ci że cie kocham, mogłam zatrzymać to dla siebie
- Czy byłabyś szczęśliwa nosząc w sobie niespełnioną miłość?
- Ty byłbyś szczęśliwy z nią, a Twoje szczęście liczy się najbardziej
- Nie byłbym szczęśliwy bez Ciebie, rozumiesz?
-Ciesze się że mieliśmy szanse spędzić ze sobą chociaż tą krótką chwile, to był najcenniejszy czas w moim życiu
- Dla mnie to również był bardzo cenny czas, nigdy nie zapomnę ile dałaś mi szczęścia i za to Ci dziękuję
- Ale my jesteśmy beznadziejni, po raz kolejny straciliśmy siebie
- Po raz kolejny i ostatni - przysunął się kładąc swoje ręce na moich policzkach
- Mam nadzieje że będziesz szczęśliwy, mimo wszystko- oplotłam go rękami w pasie

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 21

To jeden z tych gorszych dni, ostatni raz widziałam sie w pasiaku.
Patrzyłam w lustro i tłumaczyłam sobie że tak musi być. Tak to ostatni raz w tym roku kiedy mam go na sobie, ale nie ostatni raz w życiu. Wrócę do niego, wrócę lepsza.
Wyszłam na halę i rozgrzewałam poszczególne partie ciała. Chyba nigdy w życiu nie skupiałam się tak bardzo na tym wszystkim.Chciałam po raz ostatni zaprezentować się jak najlepiej. Patrzyłam na halę i widziałam kibiców, ludzi którzy kochali to tak bardzo jak ja.
Trener zwołał naszą drużynę i zakomunikował że wychodzę w 6, ucieszyło mnie to że pozwolił mi po raz ostatni zagrać z moim składem.
5 setów, 3 nasze, wygrana, wydarta, wywalczona sercem. Po wszystkim wróciliśmy do hotelu, ostatnia wspólna noc. Przegadana, prześmiana, tak ich będę tutaj pamiętać.
.
.
.
.
Patrzyłam przez okno jak odjeżdża nasz autobus, uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na łóżku
-I jak? - do mojego pokoju wszedł Andrzej
-Dobrze, nawet dobrze - odpowiedziałam
-Widzę jak bardzo dobrze - powiedział i usiadł obok
-No a będzie jeszcze lepiej
-Będzie, nie będziemy tak tu siedzieć i się martwić, tak? - szturchnął mnie łokciem
-Nie ? - spojrzałam na niego
-Nie, obiad na mieście, spacer, kino? - uśmiechnął się
-Ale, nie musisz tego robić - spojrzałam na niego
-Wiem że nie muszę, ale ja chce. To jak? - wstał z łóżka 
-No jeśli chcesz to dobrze - wstałam i stanęłam naprzeciw niego
-To co widzimy się na dole za 10 minut? - zapytał otwierając drzwi
-Jak za 10 minut?
-Za 8? 
-Chciałeś chyba powiedzieć za godzinę, tak?
-Ehhh no tak, kobiety - westchnął
-Cieszę się że to rozumiesz
-Masz godzinę i ani minuty dłużej, zrozumiano? - wychylił się jeszcze raz zza drzwi
-Tak jest! - wykrzyknęłam
 Wpadłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, przygotowałam się i zbiegłam na dół, Andrzej już czekał
-Spóźniłaś się - powiedział poprawiając bluzę
-Nie prawda, jestem punktualnie - spojrzałam na telefon
-Spóźniłaś się o 10 sekund - zaśmiał się
-To karygodne, nie wiem jak mam z tym żyć
-No cóż, jakoś będziesz musiała, ciesz się że jestem wyrozumiały
-Cóż za szczęście
Wyruszyliśmy na miasto, najpierw spacer, później kino, po kinie poszliśmy na kolejny spacer. Trzeba przyznać że Bełchatów nocą ma swój urok...
Wracając już do hotelu Andrzej tłumaczył mi jakie zasady panują w zespole, jakie mają "rytuały" przed i po meczu, starał się wprowadzić mnie w ich klimat.
Cieszyłam się że go tutaj mam, wiem że nie dałabym sobie rady bez takiej osoby, kogoś kto po prostu przy mnie będzie.
Kiedy już weszliśmy do hotelu, Andrzej odprowadził mnie pod drzwi mojego pokoju.
-Dziękuję, za wszystko - powiedziałam
-Przestań, nie ma za co, nic takiego nie zrobiłem - uśmiechnał się
-Jest, szczególnie za to że jesteś, nie dałabym sobie rady bez Ciebie - spojrzałam na niego
-Daj spokój, czysta przyjemność, jesteś jedyną kobietą przy której mogę być sobą a to jest ważne w przyjaźni
-Tak, ważne to pozwalać drugiej osobie być sobą, dobranoc - pocałowałam jego policzek
-Ważne...dobranoc - uśmiechnął się i nadal stojąc pod drzwiami
-Coś nie tak? - zapytałam
-Wszystko okej, czekam tylko aż bezpiecznie dotrzesz do pokoju, muszę Cię pilnować - zaśmiał się
-Osobisty ochroniarz? Lubię to! - otworzyłam drzwi do pokoju i weszłam do środka
-Też lubię - podniósł rękę 
Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, uśmiechałam się sama do siebie, cieszyłam się tym wszystkim, już nawet myśli o Bartku nie zabijały mnie tak intensywnie jak do tej pory.
To najlepszy czas zamknąć stary rozdział i rozpocząć nowy lepszy etap w życiu.

sobota, 13 września 2014

Rozdział 20

- Miło się rozmawia, ale muszę już iść - powiedziałam
- Musisz ? - spojrzał
- No tak. Muszę, niestety
- Skoro tak, to może Cię odprowadzę ? - zaproponował
- Nie, nie nie trzeba, to niedaleko, dam radę - uśmiechnęłam się
- A co jeśli ja chce Cię odprowadzić ? - odwzajemnił uśmiech
- A no skoro chcesz, to chyba ja nie mam tutaj nic do gadania - ruszyłam przed siebie
- Nie no jeśli Ty nie chcesz no to ja nie -spuścił wzrok
- Chce, chce chodź - pociągnęłam go za rękę
Idąc ramie w ramie z Andrzejem, tzn ramie w połowie jego torsu, czułam dziwny spokój, coś  co czułam przy Bartku, nie przy Andrzeju czułam się o wiele lepiej. Rozumiał mnie równie dobrze jak Kamila, chyba po woli stawał się przyjacielem, a może już nim był.
Droga do hotelu trwała niespełna 20 minut, w tym czasie udało nam się porozmawiać o....... siatkówce, oczywiście o siatkówce bo o czym może rozmawiać siatkarz z siatkarką jak nie o siatkówce
Kiedy już pożegnałam się z nim i dotarłam do pokoju jedyne o czym marzyłam to sen.Wsunęłam się pod kołdrę i nim zdążyłam pomyśleć o czymkolwiek odpłynęłam.
Rano obudziła mnie rozmowa Kamili, która szeptała do telefonu. Spojrzałam na zegarek 5:40.
-Dzień dobry- uśmiechnęła się promiennie
-Nienawidzę Cię zakochańcu, wiesz ? - odwróciłam się w stronę okna
-No ja Ciebie też kocham mój zakochańcu - mówiła z radością w głosie
-Heh - wydusiłam z siebie
-Coś nie tak ? - spojrzała
-Wszystko dobrze - powiedziałam wstając z łóżka
-Na pewno? - zapytała
-Na pewno - ukryłam to odrobiną uśmiechu
Więc dzień jak codzień śniadanie, trening, obiad, trening, czas wolny. Wróciłam do pokoju, stanęłam przy oknie i oswajałam się z widokiem Bełchatowa. Czas przywyknąć w końcu spędzę tu kilkanaście tygodni.
- Chodź, jedziemy na hale - do pokoju wparował Ignaczak
- Już ?- zapytałam nie odwracając się
- Oj już się tyle nie martw, będzie dobrze - objął mnie ramieniem
- Tak Krzysiu, wiem - objęłam go w pasie
- Mam lepszy pomysł - uśmiechnął się
- Jaki ? - spojrzałam
- Zrobimy sobie spacer, porozmawiamy - powiedział
- No dobrze
Kiedy ruszyliśmy w drogę przez pierwsze kilka kroków milczeliśmy, aż w końcu Krzysiu zaczął rozmowę.
- Powiesz mi co się stało?
- Nic, po prostu będę za Wami tęsknić, tylko tyle
- Przecież wiesz że nie o to pytam
- Nie ? A o co ? - uciekłam spojrzeniem
- Między Tobą a Bartkiem ?
- Nic się nie stało
- Daria....-westchnął
- Po prostu mnie zdradził
- Co zrobił?
- Nawet nie zdradził, tylko po prostu był ze mną i z Natalią w tym samym czasie i teraz będą szczęśliwą rodziną bo ona jest w ciąży
- Zabije go!
- Przestań, Krzysiu
- Ale gdybyś zmieniła zdanie to wiesz
- Tak wiem zgłoszę się do Ciebie
Kiedy dotarliśmy pod halą stali zawodnicy z obu drużyn.
- Krzysiu a co na to Iwona ? - uśmiechnęła się Kama
- Iwona o przyjaźń nie jest zazdrosna - odpowiedział Ignaczak
- A Bartek ? Co na to Bartek ? - zapytała
Andrzej spojrzał na nas i ruszył na pomoc wiedząc co jest grane
- Witam pół pasiaka i pół pszczółki - powiedział podchodząc
- A witam  pełnokrwistą pszczółkę - mrugnęłam okiem
- Mogę Cię porwać na chwilę ? - wyciągnął rękę w moją stronę
- Oczywiście - podałam mu rękę
- I jak się dzisiaj czujesz? - zapytał z troską w głosie
- Dziękuję- kiwnęłam głową
- Za co?
- Za ratunek
- Oj to tylko przyjacielska przysługa
- W takim razie jakby co to jestem, w końcu przysługa za przysługę
- No uważaj bo jeszcze będę chciał to wykorzystać
- I dobrze  ale tylko w jakimś dobrym celu - uśmiechnęłam się i wróciłam do mojej drużyny
- Czyli wiem tylko ja i Andrzej ? - zapytał Igła
- Tak i jak na razie niech tak zostanie, dobrze ?
- Zawsze do usług - uśmiechnął się i zrozumiałam że mam osoby na które zawsze mogę liczyć.

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 19

W końcu kiedy udało mi się pozbierać, podeszłam do szafy i wyciągnęłam kolejną walizkę, pakowałam to co wpadło mi pod rękę. Nie patrzyłam czy jest to coś potrzebnego czy też nie. Na szczęście w porę przyszła moja siostra, która ogarnęła moje walizki i rzeczy które na pewno się przydadzą oraz dokumenty i inne.
Pożegnałam się z najbliższymi i po raz ostatni obeszłam cały dom by zapamiętać to wszystko będąc w Bełchatowie. Oczywiście, rodzice chcieli jechać ze mną...ale po co ? Jestem już dorosła i dam sobie radę, w końcu może najwyższy czas się usamodzielnić i zacząć coś nowego.
Do Rzeszowa dotarłam ok 14:00 udałam się na Podpromie ale że pogoda była ładna postanowiłam czekać na zewnątrz.
Położyłam walizki i usiadłam na jedną z nich, wyciągnęłam telefon, na którym nic nie było.
Głupia ja myślałam, że może jednak będzie chciał w jakiś sposób to wyjaśnić czy cokolwiek.
W końcu zebrało się kilku naszych pasiaków, wspólnie czekaliśmy na autobus, który podjechał po kilkunastu minutach.
Weszłam do środka i zajęłam ,,moje" miejsce. Za Kamilą a przed Ignaczakiem.
- Ej, czemu jesteś smutna ? - Igła nachylił się nad moim siedzeniem
- Po raz ostatni tu siedzę - klepnęłam ręką w fotel
- Daria... - usiadł obok
- Tak Krzysiu? - spojrzałam na niego
- A tak szczerze to co się dzieje ? - przybliżył się
- A gdzie masz Bartka ? - zapytał Winiar siadając obok Kamy
- Dzisiaj Daria wybrała mnie - wtrącił Ignaczak
- Właśnie - klepnęłam go w kolano
- Tylko nie w to chore ! - pogładził nogę
- Przepraszam - spróbowałam się uśmiechnąć
- Czyli to o Bartka chodzi ? - szepnął Ignaczak
Kiwnęłam tylko twierdząco głową.
- Zrobił Ci coś złego ? - znowu szepnął Igła
Ponownie kiwnęłam głową
- Mam go zabić ? - Ignaczak poprawił się na fotelu
W końcu wywołał uśmiech na mojej twarzy. Oparłam głowę o jego ramie
- Będzie mi Ciebie cholernie brakować - powiedziałam
- Mi też, nam wszystkim ale wrócisz prawda ? - zapytał
- Teraz już nie wiem czy jest sens, wiesz - spojrzałam przez okno
- Wrócisz ! Prawda ?
- Tak tak - uśmiechnęłam się
Igła wrócił na swoje miejsce a ja włożyłam słuchawki w uszy włączyłam muzykę i zasnęłam. Kiedy się obudziłam była godzina 19 a my dojeżdżaliśmy na miejsce.
 Ignaczak kręcił coś swoją kamerą jak zwykle, niektórzy spali, niektórzy coś przegryzali.
Dotarliśmy do hotelu, odebraliśmy swoje klucze i udaliśmy się do swoich pokoi.
Spojrzałam na breloczek 6 przeklęta 6 akurat teraz, pomyślałam. Dotarłam na miejsce.
Pokój jak zwykle dzieliłam z Kamilą, niezmiennie od naszych wspólnych wyjazdów czyli jakieś 3 lata. Rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i po raz kolejny sprawdziłam telefon.
Jest wiadomość, nie wiem dlaczego ucieszyło mnie to.
- Dariaaaaa - Kamila weszła do pokoju i usiadła obok
- No tak mam na imię - odłożyłam telefon nie sprawdzając treści i dostawcy
- Nie zostawiaj mnie ! - spojrzała
 - Ale to Ty wracasz do Rzeszowa a ja tu zostaje - zmarszczyłam brwi
- Jedziesz ze mną i koniec - powiedziała stanowczo
- Dobrze, przemycisz mnie w walizce, nikt się nie zorientuje
- Czyli jesteśmy umówione !
- Oczywiście, że tak
- Czemu Bartek z Tobą nie przyjechał ? - zapytała
- Wiesz no transfer i te sprawy, ale ma przyjechać niedługo - uciekłam spojrzeniem
- No tak cały Bartuś - uśmiechnęła się
- Dokładnie - starałam się trzymać
Do naszego pokoju wparował Winiar, który porwał Kamilę z racji tego że mieliśmy czas wolny. Ja poszłam do łazienki wzięłam prysznic,  przebrałam się, wzięłam telefon i postanowiłam zwiedzić Bełchatów. Po drodze jeszcze odmeldowałam się u trenera i bez wyrzutów sumienia mogłam ruszyć przed siebie.
Niestety Bełchatów znałam tyle co z jej hali, więc moje zwiedzanie skończyło się na tym, że wstąpiłam do sklepu. Pierwsze co rzuciło mi się w nim w oczy to moje ukochane żelki. Podeszłam do półki gdzie było ich pełno
- Nie wiesz które wybrać ? - usłyszłam ten przyjemny męski głos
- No właśnie nie mogę się zdecydować - uśmiechnęłam się sama do siebie rozpoznając rozmówce
- Ja zawsze biorę te, są najlepsze - wskazał palcem po czym sam wziął jedną paczkę
- Dzięki za pomoc - również wzięłam te polecane przez niego
- Zwykłe dziękuję nie wystarczy
- A co jeszcze chcesz Andrzeju - odwróciłam się
- Najpierw mogłabyś się przywitać, czy coś - wyciągnął ręce w moim kierunku
Ja również wyciągnęłam ręce w jego stronę i objęłam go w torsie
- A tak w ogóle myślałem że mnie nie poznałaś - pogładził moje włosy
- No jak ? Ciebie nie poznać ? To niemożliwe ! - uwolniłam się z uścisku
- Nie byłem pewny
- W sumie teraz już niczego nie można być w życiu pewnym - powiedziałam ustawiając się do kasy
- Nawet tego, że ktoś odpisze na głupiego sms-a - powiedział stając za mną
- Dokładnie - przyznałam mu racje odbierając zapłacony towar i udając się do wyjścia
- Skoro się ze mną zgadzasz, to czemu nie odpisałaś ? - Andrzej zadał pytanie
- Czekaj, bo chyba się zgubiłam - spojrzałam na niego
- To chodź odprowadze Cię, ten sam hotel co zwykle ? - uśmiechnął się
- Aaaandrzej ! - westchnęłam i oparłam się o murek przy sklepie
Spojrzał pytająco
- Na co nie odpisałam ?
- Aaaa....no na sms-a -stanął obok
- Aa więc to Ty pisałeś - dało się wyczuć nutkę rozczarowania w moim głosie
- Widzę, że jesteś bardzo z tego szczęśliwa - utkwił swój wzrok w ziemii
- Oj....to nie tak - pogładziłam jego rękę
- Teraz się tłumacz - dalej patrzył w jeden punkt pod swoimi nogami ( albo po prostu podziwiał swoje buty)
-  Myślałam, że Bartek mnie kocha no ale nie kocha i teraz muszę zjeśc żelki żeby być chociaż chwile szczęśliwą - powiedziałam ,,dobierając się" do paczki żelków
- Dlaczego myślisz że nie kocha ? - w końcu zmienił punkt zainteresowania
- Gdyby kochał to chyba nie zostawiłby mnie dla swojej byłej z którą nawet nie zerwał, teraz będą mieć dziecko, ale postanowił przez jakiś czas udawać że Natalia to transfer i byc z nami obiema,  taaak ! - wyrzuciłam to z siebie na jednym oddechu, pakując do buzi żelki
- A to dupek! - Wrona troszke się zdenerwował
- Andrzeeej ! - jęknęłam
- No co ? Dupek i tyle
- Nie to....tylko te żelki. Są ohydne ! - skrzywiłam się
- Hah nic dziwnego w końcu są anyżkowe - spojrzał na opakowanie
- Jak Ty możesz to jeść codziennie ?
- Tak naprawdę nawet nie patrzyłem jakie są i nigdy ich nie jadłem, chciałem tak po prostu zagadać - wyszczerzył swoje zęby
- A więc to tak o mnie dbasz, polecając mi takie okropne rzeczy
- Oj przepraszam, no
- Nie wybacze Ci tak łatwo, mam mnóstwo czasu, zemszcze się ! - mrugnęłam
- Przynajmniej odpowiedziałaś osobiście na wiadomość.