piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 21

To jeden z tych gorszych dni, ostatni raz widziałam sie w pasiaku.
Patrzyłam w lustro i tłumaczyłam sobie że tak musi być. Tak to ostatni raz w tym roku kiedy mam go na sobie, ale nie ostatni raz w życiu. Wrócę do niego, wrócę lepsza.
Wyszłam na halę i rozgrzewałam poszczególne partie ciała. Chyba nigdy w życiu nie skupiałam się tak bardzo na tym wszystkim.Chciałam po raz ostatni zaprezentować się jak najlepiej. Patrzyłam na halę i widziałam kibiców, ludzi którzy kochali to tak bardzo jak ja.
Trener zwołał naszą drużynę i zakomunikował że wychodzę w 6, ucieszyło mnie to że pozwolił mi po raz ostatni zagrać z moim składem.
5 setów, 3 nasze, wygrana, wydarta, wywalczona sercem. Po wszystkim wróciliśmy do hotelu, ostatnia wspólna noc. Przegadana, prześmiana, tak ich będę tutaj pamiętać.
.
.
.
.
Patrzyłam przez okno jak odjeżdża nasz autobus, uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na łóżku
-I jak? - do mojego pokoju wszedł Andrzej
-Dobrze, nawet dobrze - odpowiedziałam
-Widzę jak bardzo dobrze - powiedział i usiadł obok
-No a będzie jeszcze lepiej
-Będzie, nie będziemy tak tu siedzieć i się martwić, tak? - szturchnął mnie łokciem
-Nie ? - spojrzałam na niego
-Nie, obiad na mieście, spacer, kino? - uśmiechnął się
-Ale, nie musisz tego robić - spojrzałam na niego
-Wiem że nie muszę, ale ja chce. To jak? - wstał z łóżka 
-No jeśli chcesz to dobrze - wstałam i stanęłam naprzeciw niego
-To co widzimy się na dole za 10 minut? - zapytał otwierając drzwi
-Jak za 10 minut?
-Za 8? 
-Chciałeś chyba powiedzieć za godzinę, tak?
-Ehhh no tak, kobiety - westchnął
-Cieszę się że to rozumiesz
-Masz godzinę i ani minuty dłużej, zrozumiano? - wychylił się jeszcze raz zza drzwi
-Tak jest! - wykrzyknęłam
 Wpadłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, przygotowałam się i zbiegłam na dół, Andrzej już czekał
-Spóźniłaś się - powiedział poprawiając bluzę
-Nie prawda, jestem punktualnie - spojrzałam na telefon
-Spóźniłaś się o 10 sekund - zaśmiał się
-To karygodne, nie wiem jak mam z tym żyć
-No cóż, jakoś będziesz musiała, ciesz się że jestem wyrozumiały
-Cóż za szczęście
Wyruszyliśmy na miasto, najpierw spacer, później kino, po kinie poszliśmy na kolejny spacer. Trzeba przyznać że Bełchatów nocą ma swój urok...
Wracając już do hotelu Andrzej tłumaczył mi jakie zasady panują w zespole, jakie mają "rytuały" przed i po meczu, starał się wprowadzić mnie w ich klimat.
Cieszyłam się że go tutaj mam, wiem że nie dałabym sobie rady bez takiej osoby, kogoś kto po prostu przy mnie będzie.
Kiedy już weszliśmy do hotelu, Andrzej odprowadził mnie pod drzwi mojego pokoju.
-Dziękuję, za wszystko - powiedziałam
-Przestań, nie ma za co, nic takiego nie zrobiłem - uśmiechnał się
-Jest, szczególnie za to że jesteś, nie dałabym sobie rady bez Ciebie - spojrzałam na niego
-Daj spokój, czysta przyjemność, jesteś jedyną kobietą przy której mogę być sobą a to jest ważne w przyjaźni
-Tak, ważne to pozwalać drugiej osobie być sobą, dobranoc - pocałowałam jego policzek
-Ważne...dobranoc - uśmiechnął się i nadal stojąc pod drzwiami
-Coś nie tak? - zapytałam
-Wszystko okej, czekam tylko aż bezpiecznie dotrzesz do pokoju, muszę Cię pilnować - zaśmiał się
-Osobisty ochroniarz? Lubię to! - otworzyłam drzwi do pokoju i weszłam do środka
-Też lubię - podniósł rękę 
Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, uśmiechałam się sama do siebie, cieszyłam się tym wszystkim, już nawet myśli o Bartku nie zabijały mnie tak intensywnie jak do tej pory.
To najlepszy czas zamknąć stary rozdział i rozpocząć nowy lepszy etap w życiu.

sobota, 13 września 2014

Rozdział 20

- Miło się rozmawia, ale muszę już iść - powiedziałam
- Musisz ? - spojrzał
- No tak. Muszę, niestety
- Skoro tak, to może Cię odprowadzę ? - zaproponował
- Nie, nie nie trzeba, to niedaleko, dam radę - uśmiechnęłam się
- A co jeśli ja chce Cię odprowadzić ? - odwzajemnił uśmiech
- A no skoro chcesz, to chyba ja nie mam tutaj nic do gadania - ruszyłam przed siebie
- Nie no jeśli Ty nie chcesz no to ja nie -spuścił wzrok
- Chce, chce chodź - pociągnęłam go za rękę
Idąc ramie w ramie z Andrzejem, tzn ramie w połowie jego torsu, czułam dziwny spokój, coś  co czułam przy Bartku, nie przy Andrzeju czułam się o wiele lepiej. Rozumiał mnie równie dobrze jak Kamila, chyba po woli stawał się przyjacielem, a może już nim był.
Droga do hotelu trwała niespełna 20 minut, w tym czasie udało nam się porozmawiać o....... siatkówce, oczywiście o siatkówce bo o czym może rozmawiać siatkarz z siatkarką jak nie o siatkówce
Kiedy już pożegnałam się z nim i dotarłam do pokoju jedyne o czym marzyłam to sen.Wsunęłam się pod kołdrę i nim zdążyłam pomyśleć o czymkolwiek odpłynęłam.
Rano obudziła mnie rozmowa Kamili, która szeptała do telefonu. Spojrzałam na zegarek 5:40.
-Dzień dobry- uśmiechnęła się promiennie
-Nienawidzę Cię zakochańcu, wiesz ? - odwróciłam się w stronę okna
-No ja Ciebie też kocham mój zakochańcu - mówiła z radością w głosie
-Heh - wydusiłam z siebie
-Coś nie tak ? - spojrzała
-Wszystko dobrze - powiedziałam wstając z łóżka
-Na pewno? - zapytała
-Na pewno - ukryłam to odrobiną uśmiechu
Więc dzień jak codzień śniadanie, trening, obiad, trening, czas wolny. Wróciłam do pokoju, stanęłam przy oknie i oswajałam się z widokiem Bełchatowa. Czas przywyknąć w końcu spędzę tu kilkanaście tygodni.
- Chodź, jedziemy na hale - do pokoju wparował Ignaczak
- Już ?- zapytałam nie odwracając się
- Oj już się tyle nie martw, będzie dobrze - objął mnie ramieniem
- Tak Krzysiu, wiem - objęłam go w pasie
- Mam lepszy pomysł - uśmiechnął się
- Jaki ? - spojrzałam
- Zrobimy sobie spacer, porozmawiamy - powiedział
- No dobrze
Kiedy ruszyliśmy w drogę przez pierwsze kilka kroków milczeliśmy, aż w końcu Krzysiu zaczął rozmowę.
- Powiesz mi co się stało?
- Nic, po prostu będę za Wami tęsknić, tylko tyle
- Przecież wiesz że nie o to pytam
- Nie ? A o co ? - uciekłam spojrzeniem
- Między Tobą a Bartkiem ?
- Nic się nie stało
- Daria....-westchnął
- Po prostu mnie zdradził
- Co zrobił?
- Nawet nie zdradził, tylko po prostu był ze mną i z Natalią w tym samym czasie i teraz będą szczęśliwą rodziną bo ona jest w ciąży
- Zabije go!
- Przestań, Krzysiu
- Ale gdybyś zmieniła zdanie to wiesz
- Tak wiem zgłoszę się do Ciebie
Kiedy dotarliśmy pod halą stali zawodnicy z obu drużyn.
- Krzysiu a co na to Iwona ? - uśmiechnęła się Kama
- Iwona o przyjaźń nie jest zazdrosna - odpowiedział Ignaczak
- A Bartek ? Co na to Bartek ? - zapytała
Andrzej spojrzał na nas i ruszył na pomoc wiedząc co jest grane
- Witam pół pasiaka i pół pszczółki - powiedział podchodząc
- A witam  pełnokrwistą pszczółkę - mrugnęłam okiem
- Mogę Cię porwać na chwilę ? - wyciągnął rękę w moją stronę
- Oczywiście - podałam mu rękę
- I jak się dzisiaj czujesz? - zapytał z troską w głosie
- Dziękuję- kiwnęłam głową
- Za co?
- Za ratunek
- Oj to tylko przyjacielska przysługa
- W takim razie jakby co to jestem, w końcu przysługa za przysługę
- No uważaj bo jeszcze będę chciał to wykorzystać
- I dobrze  ale tylko w jakimś dobrym celu - uśmiechnęłam się i wróciłam do mojej drużyny
- Czyli wiem tylko ja i Andrzej ? - zapytał Igła
- Tak i jak na razie niech tak zostanie, dobrze ?
- Zawsze do usług - uśmiechnął się i zrozumiałam że mam osoby na które zawsze mogę liczyć.

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 19

W końcu kiedy udało mi się pozbierać, podeszłam do szafy i wyciągnęłam kolejną walizkę, pakowałam to co wpadło mi pod rękę. Nie patrzyłam czy jest to coś potrzebnego czy też nie. Na szczęście w porę przyszła moja siostra, która ogarnęła moje walizki i rzeczy które na pewno się przydadzą oraz dokumenty i inne.
Pożegnałam się z najbliższymi i po raz ostatni obeszłam cały dom by zapamiętać to wszystko będąc w Bełchatowie. Oczywiście, rodzice chcieli jechać ze mną...ale po co ? Jestem już dorosła i dam sobie radę, w końcu może najwyższy czas się usamodzielnić i zacząć coś nowego.
Do Rzeszowa dotarłam ok 14:00 udałam się na Podpromie ale że pogoda była ładna postanowiłam czekać na zewnątrz.
Położyłam walizki i usiadłam na jedną z nich, wyciągnęłam telefon, na którym nic nie było.
Głupia ja myślałam, że może jednak będzie chciał w jakiś sposób to wyjaśnić czy cokolwiek.
W końcu zebrało się kilku naszych pasiaków, wspólnie czekaliśmy na autobus, który podjechał po kilkunastu minutach.
Weszłam do środka i zajęłam ,,moje" miejsce. Za Kamilą a przed Ignaczakiem.
- Ej, czemu jesteś smutna ? - Igła nachylił się nad moim siedzeniem
- Po raz ostatni tu siedzę - klepnęłam ręką w fotel
- Daria... - usiadł obok
- Tak Krzysiu? - spojrzałam na niego
- A tak szczerze to co się dzieje ? - przybliżył się
- A gdzie masz Bartka ? - zapytał Winiar siadając obok Kamy
- Dzisiaj Daria wybrała mnie - wtrącił Ignaczak
- Właśnie - klepnęłam go w kolano
- Tylko nie w to chore ! - pogładził nogę
- Przepraszam - spróbowałam się uśmiechnąć
- Czyli to o Bartka chodzi ? - szepnął Ignaczak
Kiwnęłam tylko twierdząco głową.
- Zrobił Ci coś złego ? - znowu szepnął Igła
Ponownie kiwnęłam głową
- Mam go zabić ? - Ignaczak poprawił się na fotelu
W końcu wywołał uśmiech na mojej twarzy. Oparłam głowę o jego ramie
- Będzie mi Ciebie cholernie brakować - powiedziałam
- Mi też, nam wszystkim ale wrócisz prawda ? - zapytał
- Teraz już nie wiem czy jest sens, wiesz - spojrzałam przez okno
- Wrócisz ! Prawda ?
- Tak tak - uśmiechnęłam się
Igła wrócił na swoje miejsce a ja włożyłam słuchawki w uszy włączyłam muzykę i zasnęłam. Kiedy się obudziłam była godzina 19 a my dojeżdżaliśmy na miejsce.
 Ignaczak kręcił coś swoją kamerą jak zwykle, niektórzy spali, niektórzy coś przegryzali.
Dotarliśmy do hotelu, odebraliśmy swoje klucze i udaliśmy się do swoich pokoi.
Spojrzałam na breloczek 6 przeklęta 6 akurat teraz, pomyślałam. Dotarłam na miejsce.
Pokój jak zwykle dzieliłam z Kamilą, niezmiennie od naszych wspólnych wyjazdów czyli jakieś 3 lata. Rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i po raz kolejny sprawdziłam telefon.
Jest wiadomość, nie wiem dlaczego ucieszyło mnie to.
- Dariaaaaa - Kamila weszła do pokoju i usiadła obok
- No tak mam na imię - odłożyłam telefon nie sprawdzając treści i dostawcy
- Nie zostawiaj mnie ! - spojrzała
 - Ale to Ty wracasz do Rzeszowa a ja tu zostaje - zmarszczyłam brwi
- Jedziesz ze mną i koniec - powiedziała stanowczo
- Dobrze, przemycisz mnie w walizce, nikt się nie zorientuje
- Czyli jesteśmy umówione !
- Oczywiście, że tak
- Czemu Bartek z Tobą nie przyjechał ? - zapytała
- Wiesz no transfer i te sprawy, ale ma przyjechać niedługo - uciekłam spojrzeniem
- No tak cały Bartuś - uśmiechnęła się
- Dokładnie - starałam się trzymać
Do naszego pokoju wparował Winiar, który porwał Kamilę z racji tego że mieliśmy czas wolny. Ja poszłam do łazienki wzięłam prysznic,  przebrałam się, wzięłam telefon i postanowiłam zwiedzić Bełchatów. Po drodze jeszcze odmeldowałam się u trenera i bez wyrzutów sumienia mogłam ruszyć przed siebie.
Niestety Bełchatów znałam tyle co z jej hali, więc moje zwiedzanie skończyło się na tym, że wstąpiłam do sklepu. Pierwsze co rzuciło mi się w nim w oczy to moje ukochane żelki. Podeszłam do półki gdzie było ich pełno
- Nie wiesz które wybrać ? - usłyszłam ten przyjemny męski głos
- No właśnie nie mogę się zdecydować - uśmiechnęłam się sama do siebie rozpoznając rozmówce
- Ja zawsze biorę te, są najlepsze - wskazał palcem po czym sam wziął jedną paczkę
- Dzięki za pomoc - również wzięłam te polecane przez niego
- Zwykłe dziękuję nie wystarczy
- A co jeszcze chcesz Andrzeju - odwróciłam się
- Najpierw mogłabyś się przywitać, czy coś - wyciągnął ręce w moim kierunku
Ja również wyciągnęłam ręce w jego stronę i objęłam go w torsie
- A tak w ogóle myślałem że mnie nie poznałaś - pogładził moje włosy
- No jak ? Ciebie nie poznać ? To niemożliwe ! - uwolniłam się z uścisku
- Nie byłem pewny
- W sumie teraz już niczego nie można być w życiu pewnym - powiedziałam ustawiając się do kasy
- Nawet tego, że ktoś odpisze na głupiego sms-a - powiedział stając za mną
- Dokładnie - przyznałam mu racje odbierając zapłacony towar i udając się do wyjścia
- Skoro się ze mną zgadzasz, to czemu nie odpisałaś ? - Andrzej zadał pytanie
- Czekaj, bo chyba się zgubiłam - spojrzałam na niego
- To chodź odprowadze Cię, ten sam hotel co zwykle ? - uśmiechnął się
- Aaaandrzej ! - westchnęłam i oparłam się o murek przy sklepie
Spojrzał pytająco
- Na co nie odpisałam ?
- Aaaa....no na sms-a -stanął obok
- Aa więc to Ty pisałeś - dało się wyczuć nutkę rozczarowania w moim głosie
- Widzę, że jesteś bardzo z tego szczęśliwa - utkwił swój wzrok w ziemii
- Oj....to nie tak - pogładziłam jego rękę
- Teraz się tłumacz - dalej patrzył w jeden punkt pod swoimi nogami ( albo po prostu podziwiał swoje buty)
-  Myślałam, że Bartek mnie kocha no ale nie kocha i teraz muszę zjeśc żelki żeby być chociaż chwile szczęśliwą - powiedziałam ,,dobierając się" do paczki żelków
- Dlaczego myślisz że nie kocha ? - w końcu zmienił punkt zainteresowania
- Gdyby kochał to chyba nie zostawiłby mnie dla swojej byłej z którą nawet nie zerwał, teraz będą mieć dziecko, ale postanowił przez jakiś czas udawać że Natalia to transfer i byc z nami obiema,  taaak ! - wyrzuciłam to z siebie na jednym oddechu, pakując do buzi żelki
- A to dupek! - Wrona troszke się zdenerwował
- Andrzeeej ! - jęknęłam
- No co ? Dupek i tyle
- Nie to....tylko te żelki. Są ohydne ! - skrzywiłam się
- Hah nic dziwnego w końcu są anyżkowe - spojrzał na opakowanie
- Jak Ty możesz to jeść codziennie ?
- Tak naprawdę nawet nie patrzyłem jakie są i nigdy ich nie jadłem, chciałem tak po prostu zagadać - wyszczerzył swoje zęby
- A więc to tak o mnie dbasz, polecając mi takie okropne rzeczy
- Oj przepraszam, no
- Nie wybacze Ci tak łatwo, mam mnóstwo czasu, zemszcze się ! - mrugnęłam
- Przynajmniej odpowiedziałaś osobiście na wiadomość.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 18

Zakończyłam rozmowę z Andrzejem i wróciłam do domu, weszłam do kuchni, nalałam wody do szklanki i wróciłam do swojego pokoju. Bartek spał, nawet nie poczuł że wyszłam.
Usiadłam na parapecie, położyłam szklankę z wodą obok i bezmyślnie zaczęłam patrzeć się w niebo, było piękne, bezchmurne i biło blaskiem tysięcy gwiazd. Siedząc tak samotnie analizowałam wszystkie za i przeciw. Czułam tylko bezsilność, co zrobić .?
Podjąć to wyzwanie i udowodnić innym na co mnie stać czy nadal czekać na jakiś cud, który pozwoli mi na rozwój tutaj na boisku. Niby oczywiste ale tak wiele do stracenia.
W głowie krążyły mi słowa Andrzeja, coś kosztem czegoś. Przecież on ma racje. Muszę walczyć o marzenia, teraz albo nigdy.
Położyłam się obok Bartka i patrzyłam jak słodko śpi, nie dam sobie rady bez niego.
Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne, patrząc na niego chciałam tu zostać z
nim na zawsze.
Przez całą noc analizowałam to wszystko, tysiąc razy zmieniałam zdanie,  wiedziałam że cokolwiek bym wybrała to będzie źle.
W końcu udało się zasnąć, niestety nad ranem obudził mnie dźwięk telefonu, ktoś do Bartka, przetarłam oczy i spojrzałam na niego, chodził po pokoju i tłumaczył coś wymachując rękoma. Spojrzałam na telefon 06:06 ktoś o mnie myśli, uśmiechnęłam się sama do siebie, usiadłam na łóżku i obserwowałam Bartka. Po chwili skończył rozmowę i zaczął się ubierać.
- Dokąd się wybierasz ? - zapytałam
- Muszę jechać, dopiąć transfer i w ogóle - uśmiechnął się
- Teraz ? Już ? Przecież jest dopiero 6 rano. Kto normalny o tej porze załatwia sprawy biznesowe ? - mówiłam zdenerwowana
- No nic na to nie poradzę. To ważne
- Poza tym miałeś jechać ze mną do trenera.
- To później
- Nawet nie zapytasz jaką decyzje podjęłam ?
- Za godzinę będę, pogadamy - nachylił się nade mną
- Obiecujesz ? - złapałam jego rękę
- Tak, obiecuję - pocałował moje czoło
Zabrał swoje rzeczy i zniknął za drzwiami pokoju, ja przez dłuższą chwilę zbierałam myśli z jednej strony było mi cholernie przykro że nie ma dla mnie czasu ale z drugiej rozumiałam go. Chciał jak najlepiej dla siebie i dla rozwoju swojej sportowej kariery.
Jeszcze przez dłuższą chwilę tłumaczyłam jego zachowanie sama przed sobą, w końcu się zebrałam, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie, przebrałam się i czekałam na Bartka.
Spojrzałam na telefon 9:00, wybrałam jego numer, niestety telefon milczał.
Zadzwoniłam do trenera i uzgodniłam, że będę za godzinę, zebrałam się i poszłam na przystanek, autobus podjechał po 5 minutach, wsiadłam do środka i przez całą drogę próbowałam dodzwonić się do Bartka, niestety bezskutecznie.
Kiedy już dotarłam na miejsce i spotkałam się z trenerem byłam pewna swojej decyzji.
- Myślałaś nad moją propozycją ? - zapytał
- Owszem, myślałam - odpowiedziałam patrząc na telefon
- Jaką decyzję podjęłaś ?
- Zgadzam się. Kiedy mam stawić się w Bełchatowie ?
- Na prawdę się zgadzasz ? - zapytał ponownie
- Tak naprawdę. Przemyślałam wszystko. Chcę tego transferu.
- Cieszę się naprawdę - uśmiechnął się
- Tak ? - zapytałam
- To znaczy wiesz o co mi chodzi. Jest w Tobie dużo potencjału i mało umiejętności. A najlepiej zdobywać tą umiejętność na boisku. Tam masz szansę się rozwinąć. - zaczął swój potok słów Kowal
- Kiedy mam tam się stawić ? - ponowiłam pytanie
- Kiedy tylko zechcesz. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Tylko na Ciebie czekają.
- Niech trener da im znać że jutrzejszy mecz przesiedzę jeszcze w pasiaku a po meczu będę mogła do nich przejść, dobrze ? - powiedziałam i wstałam
- Dobrze, dzisiaj jedziemy o 15 z Rzeszowa możesz wziąć nadbagaż - uśmiechnął się i odprowadził mnie do drzwi.
Wyszłam na korytarz i skierowałam się do wyjścia. Teraz jak najszybciej wrócić do domu spakować się i wracać do Rzeszowa.
Kiedy wróciłam do domu, czekał na mnie Bartek.
- Czemu pojechałaś beze mnie ? - zapytał
- Czekałam na Ciebie dwie godziny, nie odbierałeś, nawet nie wysłałeś głupiego sms-a -zaczęłam pakować swoje rzeczy
- Nie za dużo tego jak na rewanż ? - uśmiechnął się
- W czymś muszę chodzić w Bełchatowie
- Przez jeden dzień to rzeczywiście zdąrzysz
- Reszte wyślą mi rodzice, nie będę brała tysiąca rzeczy dzisiaj
- Czyli jednak ?
- Czyli jednak co ?
- Przenosisz się ?
- No jak widać
-To jedyna decyzja, której jestem pewna
- I co teraz będzie ?
- Z czym ?
- Z nami
- Przecież to dla Ciebie żadna różnica gdzie będę na Ciebie czekać prawda ?
- No w sumie
- Bartek, co się dzieje ? Z Tobą ? Z nami ? - patrzyłam na niego
- Sprawy troche się skomplikowały - złapał mnie za rękę
- O czym Ty mówisz ?
- Bo ja i Natalia my... - zaczął
- Wyjdź - szepnęłam
- Pozwól mi to wyjaśnić kocham Cie....ale nie mogę jej teraz zostawić, ona będzie miała moje dziecko. - powiedział wbijając nóż w połamane wcześniej serce
- Czy ty wiesz co to znaczy kogoś kochać ? Wydaje mi się że nie dorosłeś do tego a teraz błagam wyjdź i nie wracaj nigdy więcej - powiedziałam patrząc na niego
- Przepraszam - szepnął
Wskazałam tylko palcem w stronę drzwi, Bartek posłusznie opuścił mój pokój, stałam jeszcze chwilę i patrzyłam bezmyślnie na drzwi. Czułam jak łzy płyną po moich policzkach a serce sypie się na kawałeczki.
Jestem silna. Nie będę płakać przez faceta, nie jest tego wart nie jest mówiłam sama do siebie ale na nic się to zdało. Usiadłam na podłodze i schowałam twarz w ręce.
Siedziałam tak dwie godziny, czułam się jak po środkach odurzających, nie docierało do mnie to co się dzieje.

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17

Kolejny mecz  i po raz kolejny poza wyjściową ,,6`` po raz kolejny w kwadracie dla rezerwowych, w sumie mogłam do tego przywyknąć, bo od kilku dobrych meczy tak właśnie to wygląda. Kama świetnie sobie radzi, nie potrzebuje zmiany ja mogę tylko wiernie kibicować moim pasiakom.
W sumie mecz przez 2 pierwsze sety układał się bardzo dobrze, niestety 2 kolejne już tak kolorowo nie wyglądały.
Skra ciągle utrzymywała 3 punkty przewagi. Tie-break i wynik 11:15 dla nas.
Niestety trzeba uznać wyższość przeciwnika, pozbierać się szybko i na rewanżu ,,wydrzeć" cenne 3 punkty.
Humory w naszym zespole nie dopisywały, po drugiej stronie siatki wręcz przeciwnie, gratulacje, słowa pocieszenia i rozmowa z Andrzejem. W sumie zamieniliśmy na pożegnanie dosłownie kilka słów.
Wyszłam przed halę i czekałam na Kamilę i naszych chłopaków. Stałam oparta o barierkę i patrzyłam na kibiców, którzy znikali w mroku. Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
Odwróciłam się i ujrzałam....tak....Andrzeja.
- Mam prośbę - uśmiechnął się
- Tak, słucham - odwzajemniłam uśmiech
- Dasz mi swój numer, bo chce wiedzieć jaką podejmiesz decyzję - podał mi swój telefon
- Jaką decyzję ? - spojrzałam na niego
- No w tej sprawie o której rozmawialiśmy przed meczem - oparł się
- Cholera...zapomniałam - oddałam mu telefon i ruszyłam w stronę hali
- Najpierw wpisz numer - złapał mnie za nadgarstek
- Nie może być w Bełku ? - spojrzałam błagalnym wzrokiem
- To ja tu poczekam - poprawił się
- Nie ma sensu, zmarzniesz - wzięłam jego telefon i posłusznie wpisałam swój numer
- Dziękuję, odezwę się wieczorem - odebrał telefon i wyciągną ramiona w moim kierunku
- To będę czekać - przytuliłam się do jego klatki piersiowej i oparłam głowę
- Andrzej ! - krzyknął Karol
- Tak, Andrzej ! - również krzyknęłam
- To ja będę leciał - nachylił się i pocałował mój policzek
- Pa - powiedziałam i pospiesznie wpadłam na halę
Na hali zastałam Kurka i Winiara, którzy odbijali piłką
- Mało wam ? - zapytałam
- Nam zawsze mało - uśmiechnął się Winiar
- Gdzie Andrzej ? - zapytałam ponownie
- Jaki Andrzej ? - zapytał Kurek
- No Kowal - rozejrzałam się jeszcze raz gdyby przez przypadek mi umknął
- Był na korytarzu, rozmawiał z kimś - poinformował mnie Bartek
- Nie mogłeś tak od razu- powiedziałam wychodząc na korytarz
- No przecież dopiero teraz spytałaś - uśmiechnął się Kurek
- No tak - zamknęłam drzwi i zaczęłam szukać trenera
Stał i rozmawiał z kimś przez telefon, słyszałam strzępki rozmów, po kilku minutach zakończył rozmowę.
- Trenerze szukałam Pana - zaczęłam
- Matko, przestraszyłaś mnie - krzyknął
- Matko ? Wystarczy po prostu Daria
- No tak - uśmiechnął się
- Dobra, trenerze słyszałam że musimy poważnie porozmawiać, więc słucham
- Przyjedź do mnie jutro, pogadamy na spokojnie
- Nie trenerze tu i teraz....słucham
- Wolałbym - zaczął
- Ale ja bym wolała wiedzieć teraz
- Dobra, tak w skrócie , jak sama wiesz nie masz dużo okazji do grania
- Chce mi pan dać szanse tak ?
- Tak, dokładnie tylko że w innym klubie
- Słucham ?
- Chce Cię wypożyczyć do Bełchatowa, u nas i tak nie masz okazji a oni jak najszybciej potrzebują kogoś za Malwinę
- Ale ja nie wyobrażam sobie tego - spojrzałam na niego
- Przyjedź jutro, pogadamy na spokojnie, nic jeszcze nie jest ustalone, nie zapadła żadna decyzja, od Ciebie zależy wszystko, dobrze ?
- Mhm, przytaknęłam
- Do jutra - powiedzział klepiąc mnie po ramieniu
- Tak...do jutra - stałam na korytarzu i analizowałam każde jego słowo, może się tylko przesłyszałam ?
- Jedziemy w końcu - z hali z chłopakami wyszła Kamila
- Jedziesz ? Czy tak kochasz Podpromie że zostajesz tu na noc ? - Bartek obją mnie ramieniem
- Kocham to miejsce i chętnie bym tu została nie tylko na noc, ale na całe życie - spojrzałam na niego
W drodze do domu dostałam sms-a od Wrony z pytaniem o decyzje. Spojrzałam tylko na ekran i schowałam telefon
- Kamila, co byś powiedziała gdybym grała po przeciwnej stronie siatki ? - zapytałam
- Jedź, to wielka szansa - szeepnęła
- Skąd wiesz ? - spojrzałam na nią
- Będzie mi strasznie ciężko bez Ciebie ale przecież to tylko kilka miesięcy
- Myślisz że damy radę ?
- Damy ! Rozumiesz ! - ścisnęła moją rękę
- Damy ! Tak ! - oparłam głowę o jej ramie
Po kilkunastu minutach byliśmy już na swoim miejscu, Kamila z Michałem u niego ja z Bartkiem u mnie.
Kiedy już leżeliśmy o obok siebie powiedziałam mu o ofercie Kowala.
- To jedź, ja też wyjeżdżam to co to za różnica gdzie będziesz czekać ? - powiedział
- Bartek, taka odpowiedź mi nie wystarczy
- A co Ci mam powiedzieć ?
- Nie wiem, porozmawiajmy - usiadłam
- Dobrze, co tylko chcesz tylko jutro, błagam - pocałował mnie i ponownie się położył
No tak, jak to dobrze mieć chłopaka na którego można zawsze liczyć, wyciągnęłam telefon i napisałam do Wrony, pewnie śpi ale to nic rano odczyta.
" Miałam dać znać o decyzji ? Tak szczerze to nie wiem co mam robić " wysłałam i schowałam telefon pod głowę. Po kilku sekundach telefon zwibrował, wyciągnęłam i sprawdziłam wyświetlacz, odpowiedź od Andrzeja "Możesz rozmawiać ? "
Nie mogę, ale chce pomyślałam. Wzięłam telefon, ubrałam bluzę, wyszłam na zewnątrz i usiadłam na schodach. Wybrałam numer do Andrzeja.
- Jednak możesz rozmawiać ? - zapytał
- Tak się składa, że nie mam nikogo z kim mogę o tym pogadać, Kamila ma chłopaka i swoje sprawy, Bartek tak po prostu jego nie obchodzi gdzie będę na niego czekać, nie ważne że z dala od rodziny i przyjaciól - zaczęłam mówić wszystko co czuję i co się dzieje, sama nie wiem czemu.
- Wiem, że to ciężka decyzja, zmiana szkoły, przyjaciół, otoczenia, ale nie zapominaj że to dla Ciebie wielka szansa
- No właśnie nie wiem co robić, wielka szansa a z drugiej strony brak najbliższych
- Zawsze trzeba w życiu wybierać coś kosztem czegoś, ale przecież tu poznasz nowe osoby, a kiedy będziesz grała mecze i te treningi wrócisz późno i od samego świtu to samo nie będziesz miała czasu tęsknić
- Tak tylko mówisz
- Przechodziłem przez to samo
- Jednak Ty miałeś normalny transfer, przechodziłeś z Delecty ze Stefanem w Skrze miałeś
Karola.
- No a Twój transfer jest wyjątkowy, a w Skrze będziesz miała mnie i Karola
- Andrzej...ratuj nie wiem co mam robić, jestem rozdarta
- Jakie jest Twoje sportowe marzenie ?
- Możliwość rozwijania się, gra w Reprezentacji
- No właśnie, gdzie się rozwiniesz ? W kwadracie czy na boisku ? Selekcjoner gdzie Cie zauważy ?
- Tak masz rację
- Czyli tak ?
- Czyli jeszcze nie wiem czy tak ale dziękuję
- Za co niby ?
- Za pomoc, za rozmowę
- To nic
- Czasami to jest o wiele więcej niż myślisz

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 16

Zamiast martwić się matematyką, ciągle myślałam co robi mój Bartek, jak to pięknie brzmi, mój Bartek, uśmiechałam się sama do siebie.
Ciągle myślałam o nim i o tym wszystkim co się wydarzyło, pierwszy raz byłam z kimś tak szczęśliwa.
Sama nie rozumiałam tego stanu w którym obecnie się znajdowałam ale podobało mi się to.
-Myślisz, że zdąrzymy na 18 ? - Kama wyrwała mnie z rozmyśleń
-Mhm - przytaknęłam dalej rozpływając się w marzeniach
-Kurde, musimy zdąrzyć, głupio że tak zawsze przyjeżdżamy na końcówkę rozgrzewki
-Jakiej rozgrzewki ? - spojrzałam na nią
-Hmm...no nie wiem, może dzisiaj gramy mecz, co ? - uśmiechnęła się
-Kurde...zapomniałam
- No tak masz prawo - szturchnęła mnie łokciem
- Nie nie wiem o co Ci chodzi wiesz  - spojrzałam na nią
- No tak tak....oczywiście, cieszę się, że jesteście razem, wiesz ?
- Wiem, też się ciesze że jesteś z Michałem, wiesz .?
- Chyba w końcu nam się udało, co ?
- Chyba w końcu tak  - na naszych twarzach pojawił się uśmiech
Po wszystkich beznadziejnych lekcjach udałam sie do mojej nauczycielki od matematyki, nie wyglądała na zadowoloną, zapewne znowu zawaliłam.
- Czy jest aż tak źle ? - spojrzałam na nią
- A jak myślisz ?
- Myślę, że dwa powinno być - uśmiechnęłam się niepewnie
- To źle myślisz - uśmiechnęła się
- Ale jak to ? Przecież nauczyłam się wszystkiego, wydawało mi się że dobrze rozwiązuje te zadania - zaczęłam swój monolog
- To dobrze Ci się wydawało
- No więc jakim cudem mam jedynkę ?
- Daria...a czy ja powiedziałam że masz jedynkę ?
- No nie, ale - zaczęłam
- No właśnie, napisałaś na -4 - podała mi moją kartkę
- O kur... yyyy znaczy o kurde, dziękuję - na mojej twarzy pojawił się banan
- No.... wpisuje Ci tu dwa długopisem i korzystaj z tych korepetycji, dobrze Ci robią - powiedziała bazgrząc w dzienniku
- Tak, na pewno będę korzystać  - powiedziałam trzaskając drzwiami
Zaraz po wyjściu wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do mojego ukochanego
- Baaartek ! - krzyknęłam kiedy tylko odebrał
- Taaaak ? - zapytał zadowolony
- Koocham Cię
- Zdałaś ? Wiedziałem ! Gratuluje
- Powinieneś odpowiedzieć ja Ciebie też czy coś w tym stylu....no cóż, a to wszystko dzięki Twojej pomocy
- Przecież wiesz że ja Ciebie też kocham no ! Trzeba to uczcić
- Teraz wiem, koniecznie ale uzgodnimy to później
- Tak, do zobaczenia na hali
- Pa - schowałam telefon do kieszeni
Chwilę jeszcze stałam zadowolona tym wszystkim kiedy dotarło do mnie że zaraz mamy autobus. Pospiesznie wyszłam ze szkoły.
- I jak ? - zapytała Kama, która czekała na mnie na zewnątrz
- Ej, nie ma czasu, spóźnimy się na autobus - pociągnęłam ją za rękę
- Czyli zdałaś, debilu wiedziałam - ścisnęła moją rękę
- Już, bez takich czułości - zaśmiałam się
Na przystanek trafiłyśmy o 16 jak zwykle po drodze zabrałyśmy nasze rzeczy i o 17 stawiłyśmy się na rozgrzewce na Podpromiu.
Skrzaty jeszcze stali z trenerem mocno o czymś dyskutując, ja wzrokiem szukałam Wrony.
Andrzeja poznałam jeszcze kiedy Bartek grał w Skrze, właściwie Kurek odchodził Wrona przychodził. W sumie dawno go nie widziałam, ciekawe czy się zmienił.
Po kilku sekundach bezsensownego wpatrywania się w jeden punkt, nagle moim oczom ukazał się on.
Nasze spojrzenia się spotkały, on się uśmiechnął a ja odwzajemniłam jego uśmiech.
- No idź się z nim przywitaj - szturchnęła mnie Kama
- Po co niby ? - spojrzałam na nią
- Przecież się przyjaźnicie
- Daj spokój widziałam się z nim 3 razy nie licząc meczów
- To co ? Weź idź .! - nalegała Kamila
- Dobra już idę  - powiedziałam kierując się w jego stronę
Idąc te kilka metrów, czułam jakbym pokonywała kikudziesięcio kilometrową trasę.
Im bliżej niego byłam tym bardziej się stresowałam, nie wiedziałam jak mam się zachować.
Stał tyłem do mnie i patrzył na trybuny.
- Cześć Andrzej - klepnęłam jego ramię
Odwrócił się i lekko się uśmiechnął
- Cześć Daria - powiedział przyciskając mnie do siebie
Zapach jego perfum był tak intensywny że zakręciło mi się w głowie
- Co u Ciebie ? - zapytałam uwalniając się z uścisku
- Jak zawsze do przodu a co u Ciebie ?
- Wszystko dobrze, chyba - uśmiechnęłam się
- Chyba ? - zmarszczył brwi
- Teraz już dobrze, miło znów Cię ujrzeć - znowu się uśmiechnęłam
- Też się cieszę, że znowu się widzimy, słyszałem że jesteś z Bartkiem, także gratulacje - uśmiechnął się i podał mi rękę
- Dziękuje a Ty ? Masz kogoś ?
- Nie, nie gadajmy o tym, co ? - lekko się uśmiechnął
- Tak masz racje, nie powinnam pytać - uciekłam spojrzeniem
- Mów lepiej co u Ciebie, nie wiadomo kiedy znowu będzie okazja się spotkać
- Za 3 dni w Bełchatowie
- A to tak szybko się zdecydowałaś ?
- Zdecydowałam na co ? Przecież to będzie rewanż
- Yyy...no tak przecież o to mi chodziło
- Andrzej czy ja o czymś nie wiem ?
- Najwidoczniej tak, ale ja nie jestem odpowiednią osobą żeby Cie informować
- A kto jest odpowiednią ?
- Wydaje mi się że Andrzej Kowal - spojrzał w jego stronę.
- Czy powinnam się tego bać ?
- Wręcz przeciwnie
- Rozumiem, to do zobaczenia po przeciwnej stronie siatki
- Powodzenia - pocałował mnie w czoło
- Wzajemnie - wróciłam obok Kamy
- I jak ? - zapytała
- Ponoć trener ma mi coś powiedzieć a właściwie przekazać jakąś informacje
- Jaką ?
- Kaama jakbym wiedziała to bym Ci nie mówiła że ma mi coś powiedzieć tylko bym Ci powiedziała co mi powiedział
- No tak
- Oj zakochańcu, zakochańcu....żyj ! - szturchnęłam ją lekko
- Oj odezwała się ta niezakochana
- Dobra, chodź poodbijać piłeczke - podałam jej rękę

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 15

Zamknęłam za sobą drzwi od jego mieszkania, chciałam tam wrócić i zostać z nim już na zawsze, niestety to nie możliwe, jeszcze nie teraz, dopóki nie zamknie starych spraw nie mogę pakować się w jego życie.
W mojej głowie znowu toczyła się walka między tym co czuje a tym co jest, nienawidziłam tego cholernego rozdarcia, to zaraz po nieodwzajemnionej miłości i tęsknocie najgorsze uczucie w życiu każdego człowieka.
Szłam przed siebie, lekki wiatr rozwiewał moje włosy i wysuszał łzy które mimowolnie spływały po moich policzkach.
Boże, czemu ja znowu płacze ? Zadawałam sobie to pytanie, widać łzy stały się nieodłącznym elementem mojego życia.
Wróciłam do domu, przebrałam się i zajęłam się nauką matematyki, w końcu trzeba stawić jej czoła, otworzyłam zeszyt i zajęłam się czytaniem, niestety wszystko rozpraszało moją uwagę, w końcu dźwięk telefonu, sprawdzam wyświetlacz, wiadomość od Bartka moje usta same się uśmiechały.
Wyświetliłam wiadomość '' co się dzieje ? Ja już za Tobą tęsknie"
Ehh... ja za Tobą też, westchnęłam, ale to nie takie proste " pogadamy później, ucze się z matmy" odpisałam i położyłam telefon pod poduszkę tak aby nie kusił.
Ile tego jest... szeptałam przewracając kartki w książce, przez cały rok tego nie ogarnę a co dopiero przez jedną noc.
Z mojej pilnej nauki wyrwał mnie dzwonek do drzwi, jak zwykle nikt się nie ruszył ich otworzyć, więc zwlokłam się z łóżka i poszłam sprawdzić, kto to.
Za drzwiami nie ujrzałam nikogo innego jak...Bartka...
-Wiem, że potrzebujesz mojej pomocy, prawda ? - uśmiechnął się wchodząc do środka
-Skoro wiesz to po co pytasz ? - zamknęłam drzwi
-Cóż za ciepłe powitanie - pocałował mnie w czoło
-No wiesz nie przyzwyczajaj się, później będzie tylko gorzej - weszłam do pokoju i usiadłam na łóżko
-Mam nadzieję, dobra co my tu mamy do ogarnięcia? - usiadł obok i zaczął sprawdzać notatki
-A tylko jakieś 3 rozdziały beznadziejnych wzorów, wykresów itd itd - spojrzałam na sterte materiału do ogarnięcia
-Damy radę ! W sumie ciekawe jeszcze nigdy nie miałem potrójnej randki. Ty, ja i matematyka, idealnie
- W sumie to jeszcze nigdy nie mieliśmy takiej prawdziwej randki
-Racja, musimy to zmienić, w każdy piątek będziemy chodzić na randki, ten dzień będzie zarezerwowany tylko i wyłącznie dla nas
- Kiedy już będziemy razem i nie będziemy w tym momencie grać jakiegoś meczu to jak najbardziej
- To jesteśmy umówieni ?
- Dobra tłumacz mi tą matematykę bo już chce mi się spać - oparłam głowe o poduszkę
- To będzie długa i męcząca noc - położył się obok i zaczęliśmy przerabiać matematykę.
Oczywiście nie obyło się bez nerwów, stresu, łez i zmęczenia.
O 6 zadzwonił budzik, zerwałam się na równe nogi, spakowałam się, przebrałam i wróciłam do pokoju po telefon, Bartek jeszcze spał, usiadłam obok na łóżku, nachyliłam się nad nim i pocałowałam jego policzek.
-Jeszcze 5 minut - szepnął nakrywając się kołdrą
- Śpij ile chcesz, tylko posprzątaj, ugotuj obiad , zrób zakupy, nastaw pranie, tylko mnie kochaj
- mhm - wyjęczał na znak żeby dać mu spokój
- Dam znać czy zdałam, pa - klepnęłam lekko jego ramię
Kiedy byłam już pod szkołą zobaczyłam Kamilę i Michała, którzy nie mogli się ze sobą rozstać
- Ho ho ho gołąbeczki - krzyknęłam
- Ooo a którzto zawitał do szkoły - uśmiechnęła się Kama
- A gdzie masz Bartka ? - Winiar rozejrzał się dookoła
- A śpi biedactwo, całą noc uczyliśmy się matmy
- Czyli miłość kwitnie tak ? - uśmiechnął się
- A no wiesz, bierzemy z was przykład, dzióbeczki -skierowałam się do szkoły
Cały czas przypominałam sobie to wszystko co uczył mnie Bartek, próbowałam uspokoić nerwy, co nie bardzo mi wychodziło.
Kiedy tylko zaczeła się lekcja nauczycielka dała mi sprawdzian, spojrzałam na kartkę, czarna dziura, kompletnie zapomniałam wszystko co mi tłumaczył. Siedziałam i gapiłam się w kartkę, w końcu Kamila kopnęła lekko w moje krzesełko, odwróciłam się
- Dasz radę, wierze w Ciebie -zacisnęła kciuki
Tak dam radę, przecież to umiem, napisze ten cholerny sprawdzian i udowodnie że nie jestem taka beznadziejna za jaką mnie uważa.
Napisałam to co wiedziałam i pewnym krokiem podeszłam do biórka podając nauczycielce sprawdzian.
- Przyjdź po lekcjach, powiem Ci na ile napisałaś - powiedziała patrząc w kartkę
- Dobrze - kiwnęłam głową i wróciłam do ławki.