poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 18

Zakończyłam rozmowę z Andrzejem i wróciłam do domu, weszłam do kuchni, nalałam wody do szklanki i wróciłam do swojego pokoju. Bartek spał, nawet nie poczuł że wyszłam.
Usiadłam na parapecie, położyłam szklankę z wodą obok i bezmyślnie zaczęłam patrzeć się w niebo, było piękne, bezchmurne i biło blaskiem tysięcy gwiazd. Siedząc tak samotnie analizowałam wszystkie za i przeciw. Czułam tylko bezsilność, co zrobić .?
Podjąć to wyzwanie i udowodnić innym na co mnie stać czy nadal czekać na jakiś cud, który pozwoli mi na rozwój tutaj na boisku. Niby oczywiste ale tak wiele do stracenia.
W głowie krążyły mi słowa Andrzeja, coś kosztem czegoś. Przecież on ma racje. Muszę walczyć o marzenia, teraz albo nigdy.
Położyłam się obok Bartka i patrzyłam jak słodko śpi, nie dam sobie rady bez niego.
Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne, patrząc na niego chciałam tu zostać z
nim na zawsze.
Przez całą noc analizowałam to wszystko, tysiąc razy zmieniałam zdanie,  wiedziałam że cokolwiek bym wybrała to będzie źle.
W końcu udało się zasnąć, niestety nad ranem obudził mnie dźwięk telefonu, ktoś do Bartka, przetarłam oczy i spojrzałam na niego, chodził po pokoju i tłumaczył coś wymachując rękoma. Spojrzałam na telefon 06:06 ktoś o mnie myśli, uśmiechnęłam się sama do siebie, usiadłam na łóżku i obserwowałam Bartka. Po chwili skończył rozmowę i zaczął się ubierać.
- Dokąd się wybierasz ? - zapytałam
- Muszę jechać, dopiąć transfer i w ogóle - uśmiechnął się
- Teraz ? Już ? Przecież jest dopiero 6 rano. Kto normalny o tej porze załatwia sprawy biznesowe ? - mówiłam zdenerwowana
- No nic na to nie poradzę. To ważne
- Poza tym miałeś jechać ze mną do trenera.
- To później
- Nawet nie zapytasz jaką decyzje podjęłam ?
- Za godzinę będę, pogadamy - nachylił się nade mną
- Obiecujesz ? - złapałam jego rękę
- Tak, obiecuję - pocałował moje czoło
Zabrał swoje rzeczy i zniknął za drzwiami pokoju, ja przez dłuższą chwilę zbierałam myśli z jednej strony było mi cholernie przykro że nie ma dla mnie czasu ale z drugiej rozumiałam go. Chciał jak najlepiej dla siebie i dla rozwoju swojej sportowej kariery.
Jeszcze przez dłuższą chwilę tłumaczyłam jego zachowanie sama przed sobą, w końcu się zebrałam, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie, przebrałam się i czekałam na Bartka.
Spojrzałam na telefon 9:00, wybrałam jego numer, niestety telefon milczał.
Zadzwoniłam do trenera i uzgodniłam, że będę za godzinę, zebrałam się i poszłam na przystanek, autobus podjechał po 5 minutach, wsiadłam do środka i przez całą drogę próbowałam dodzwonić się do Bartka, niestety bezskutecznie.
Kiedy już dotarłam na miejsce i spotkałam się z trenerem byłam pewna swojej decyzji.
- Myślałaś nad moją propozycją ? - zapytał
- Owszem, myślałam - odpowiedziałam patrząc na telefon
- Jaką decyzję podjęłaś ?
- Zgadzam się. Kiedy mam stawić się w Bełchatowie ?
- Na prawdę się zgadzasz ? - zapytał ponownie
- Tak naprawdę. Przemyślałam wszystko. Chcę tego transferu.
- Cieszę się naprawdę - uśmiechnął się
- Tak ? - zapytałam
- To znaczy wiesz o co mi chodzi. Jest w Tobie dużo potencjału i mało umiejętności. A najlepiej zdobywać tą umiejętność na boisku. Tam masz szansę się rozwinąć. - zaczął swój potok słów Kowal
- Kiedy mam tam się stawić ? - ponowiłam pytanie
- Kiedy tylko zechcesz. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Tylko na Ciebie czekają.
- Niech trener da im znać że jutrzejszy mecz przesiedzę jeszcze w pasiaku a po meczu będę mogła do nich przejść, dobrze ? - powiedziałam i wstałam
- Dobrze, dzisiaj jedziemy o 15 z Rzeszowa możesz wziąć nadbagaż - uśmiechnął się i odprowadził mnie do drzwi.
Wyszłam na korytarz i skierowałam się do wyjścia. Teraz jak najszybciej wrócić do domu spakować się i wracać do Rzeszowa.
Kiedy wróciłam do domu, czekał na mnie Bartek.
- Czemu pojechałaś beze mnie ? - zapytał
- Czekałam na Ciebie dwie godziny, nie odbierałeś, nawet nie wysłałeś głupiego sms-a -zaczęłam pakować swoje rzeczy
- Nie za dużo tego jak na rewanż ? - uśmiechnął się
- W czymś muszę chodzić w Bełchatowie
- Przez jeden dzień to rzeczywiście zdąrzysz
- Reszte wyślą mi rodzice, nie będę brała tysiąca rzeczy dzisiaj
- Czyli jednak ?
- Czyli jednak co ?
- Przenosisz się ?
- No jak widać
-To jedyna decyzja, której jestem pewna
- I co teraz będzie ?
- Z czym ?
- Z nami
- Przecież to dla Ciebie żadna różnica gdzie będę na Ciebie czekać prawda ?
- No w sumie
- Bartek, co się dzieje ? Z Tobą ? Z nami ? - patrzyłam na niego
- Sprawy troche się skomplikowały - złapał mnie za rękę
- O czym Ty mówisz ?
- Bo ja i Natalia my... - zaczął
- Wyjdź - szepnęłam
- Pozwól mi to wyjaśnić kocham Cie....ale nie mogę jej teraz zostawić, ona będzie miała moje dziecko. - powiedział wbijając nóż w połamane wcześniej serce
- Czy ty wiesz co to znaczy kogoś kochać ? Wydaje mi się że nie dorosłeś do tego a teraz błagam wyjdź i nie wracaj nigdy więcej - powiedziałam patrząc na niego
- Przepraszam - szepnął
Wskazałam tylko palcem w stronę drzwi, Bartek posłusznie opuścił mój pokój, stałam jeszcze chwilę i patrzyłam bezmyślnie na drzwi. Czułam jak łzy płyną po moich policzkach a serce sypie się na kawałeczki.
Jestem silna. Nie będę płakać przez faceta, nie jest tego wart nie jest mówiłam sama do siebie ale na nic się to zdało. Usiadłam na podłodze i schowałam twarz w ręce.
Siedziałam tak dwie godziny, czułam się jak po środkach odurzających, nie docierało do mnie to co się dzieje.

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17

Kolejny mecz  i po raz kolejny poza wyjściową ,,6`` po raz kolejny w kwadracie dla rezerwowych, w sumie mogłam do tego przywyknąć, bo od kilku dobrych meczy tak właśnie to wygląda. Kama świetnie sobie radzi, nie potrzebuje zmiany ja mogę tylko wiernie kibicować moim pasiakom.
W sumie mecz przez 2 pierwsze sety układał się bardzo dobrze, niestety 2 kolejne już tak kolorowo nie wyglądały.
Skra ciągle utrzymywała 3 punkty przewagi. Tie-break i wynik 11:15 dla nas.
Niestety trzeba uznać wyższość przeciwnika, pozbierać się szybko i na rewanżu ,,wydrzeć" cenne 3 punkty.
Humory w naszym zespole nie dopisywały, po drugiej stronie siatki wręcz przeciwnie, gratulacje, słowa pocieszenia i rozmowa z Andrzejem. W sumie zamieniliśmy na pożegnanie dosłownie kilka słów.
Wyszłam przed halę i czekałam na Kamilę i naszych chłopaków. Stałam oparta o barierkę i patrzyłam na kibiców, którzy znikali w mroku. Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
Odwróciłam się i ujrzałam....tak....Andrzeja.
- Mam prośbę - uśmiechnął się
- Tak, słucham - odwzajemniłam uśmiech
- Dasz mi swój numer, bo chce wiedzieć jaką podejmiesz decyzję - podał mi swój telefon
- Jaką decyzję ? - spojrzałam na niego
- No w tej sprawie o której rozmawialiśmy przed meczem - oparł się
- Cholera...zapomniałam - oddałam mu telefon i ruszyłam w stronę hali
- Najpierw wpisz numer - złapał mnie za nadgarstek
- Nie może być w Bełku ? - spojrzałam błagalnym wzrokiem
- To ja tu poczekam - poprawił się
- Nie ma sensu, zmarzniesz - wzięłam jego telefon i posłusznie wpisałam swój numer
- Dziękuję, odezwę się wieczorem - odebrał telefon i wyciągną ramiona w moim kierunku
- To będę czekać - przytuliłam się do jego klatki piersiowej i oparłam głowę
- Andrzej ! - krzyknął Karol
- Tak, Andrzej ! - również krzyknęłam
- To ja będę leciał - nachylił się i pocałował mój policzek
- Pa - powiedziałam i pospiesznie wpadłam na halę
Na hali zastałam Kurka i Winiara, którzy odbijali piłką
- Mało wam ? - zapytałam
- Nam zawsze mało - uśmiechnął się Winiar
- Gdzie Andrzej ? - zapytałam ponownie
- Jaki Andrzej ? - zapytał Kurek
- No Kowal - rozejrzałam się jeszcze raz gdyby przez przypadek mi umknął
- Był na korytarzu, rozmawiał z kimś - poinformował mnie Bartek
- Nie mogłeś tak od razu- powiedziałam wychodząc na korytarz
- No przecież dopiero teraz spytałaś - uśmiechnął się Kurek
- No tak - zamknęłam drzwi i zaczęłam szukać trenera
Stał i rozmawiał z kimś przez telefon, słyszałam strzępki rozmów, po kilku minutach zakończył rozmowę.
- Trenerze szukałam Pana - zaczęłam
- Matko, przestraszyłaś mnie - krzyknął
- Matko ? Wystarczy po prostu Daria
- No tak - uśmiechnął się
- Dobra, trenerze słyszałam że musimy poważnie porozmawiać, więc słucham
- Przyjedź do mnie jutro, pogadamy na spokojnie
- Nie trenerze tu i teraz....słucham
- Wolałbym - zaczął
- Ale ja bym wolała wiedzieć teraz
- Dobra, tak w skrócie , jak sama wiesz nie masz dużo okazji do grania
- Chce mi pan dać szanse tak ?
- Tak, dokładnie tylko że w innym klubie
- Słucham ?
- Chce Cię wypożyczyć do Bełchatowa, u nas i tak nie masz okazji a oni jak najszybciej potrzebują kogoś za Malwinę
- Ale ja nie wyobrażam sobie tego - spojrzałam na niego
- Przyjedź jutro, pogadamy na spokojnie, nic jeszcze nie jest ustalone, nie zapadła żadna decyzja, od Ciebie zależy wszystko, dobrze ?
- Mhm, przytaknęłam
- Do jutra - powiedzział klepiąc mnie po ramieniu
- Tak...do jutra - stałam na korytarzu i analizowałam każde jego słowo, może się tylko przesłyszałam ?
- Jedziemy w końcu - z hali z chłopakami wyszła Kamila
- Jedziesz ? Czy tak kochasz Podpromie że zostajesz tu na noc ? - Bartek obją mnie ramieniem
- Kocham to miejsce i chętnie bym tu została nie tylko na noc, ale na całe życie - spojrzałam na niego
W drodze do domu dostałam sms-a od Wrony z pytaniem o decyzje. Spojrzałam tylko na ekran i schowałam telefon
- Kamila, co byś powiedziała gdybym grała po przeciwnej stronie siatki ? - zapytałam
- Jedź, to wielka szansa - szeepnęła
- Skąd wiesz ? - spojrzałam na nią
- Będzie mi strasznie ciężko bez Ciebie ale przecież to tylko kilka miesięcy
- Myślisz że damy radę ?
- Damy ! Rozumiesz ! - ścisnęła moją rękę
- Damy ! Tak ! - oparłam głowę o jej ramie
Po kilkunastu minutach byliśmy już na swoim miejscu, Kamila z Michałem u niego ja z Bartkiem u mnie.
Kiedy już leżeliśmy o obok siebie powiedziałam mu o ofercie Kowala.
- To jedź, ja też wyjeżdżam to co to za różnica gdzie będziesz czekać ? - powiedział
- Bartek, taka odpowiedź mi nie wystarczy
- A co Ci mam powiedzieć ?
- Nie wiem, porozmawiajmy - usiadłam
- Dobrze, co tylko chcesz tylko jutro, błagam - pocałował mnie i ponownie się położył
No tak, jak to dobrze mieć chłopaka na którego można zawsze liczyć, wyciągnęłam telefon i napisałam do Wrony, pewnie śpi ale to nic rano odczyta.
" Miałam dać znać o decyzji ? Tak szczerze to nie wiem co mam robić " wysłałam i schowałam telefon pod głowę. Po kilku sekundach telefon zwibrował, wyciągnęłam i sprawdziłam wyświetlacz, odpowiedź od Andrzeja "Możesz rozmawiać ? "
Nie mogę, ale chce pomyślałam. Wzięłam telefon, ubrałam bluzę, wyszłam na zewnątrz i usiadłam na schodach. Wybrałam numer do Andrzeja.
- Jednak możesz rozmawiać ? - zapytał
- Tak się składa, że nie mam nikogo z kim mogę o tym pogadać, Kamila ma chłopaka i swoje sprawy, Bartek tak po prostu jego nie obchodzi gdzie będę na niego czekać, nie ważne że z dala od rodziny i przyjaciól - zaczęłam mówić wszystko co czuję i co się dzieje, sama nie wiem czemu.
- Wiem, że to ciężka decyzja, zmiana szkoły, przyjaciół, otoczenia, ale nie zapominaj że to dla Ciebie wielka szansa
- No właśnie nie wiem co robić, wielka szansa a z drugiej strony brak najbliższych
- Zawsze trzeba w życiu wybierać coś kosztem czegoś, ale przecież tu poznasz nowe osoby, a kiedy będziesz grała mecze i te treningi wrócisz późno i od samego świtu to samo nie będziesz miała czasu tęsknić
- Tak tylko mówisz
- Przechodziłem przez to samo
- Jednak Ty miałeś normalny transfer, przechodziłeś z Delecty ze Stefanem w Skrze miałeś
Karola.
- No a Twój transfer jest wyjątkowy, a w Skrze będziesz miała mnie i Karola
- Andrzej...ratuj nie wiem co mam robić, jestem rozdarta
- Jakie jest Twoje sportowe marzenie ?
- Możliwość rozwijania się, gra w Reprezentacji
- No właśnie, gdzie się rozwiniesz ? W kwadracie czy na boisku ? Selekcjoner gdzie Cie zauważy ?
- Tak masz rację
- Czyli tak ?
- Czyli jeszcze nie wiem czy tak ale dziękuję
- Za co niby ?
- Za pomoc, za rozmowę
- To nic
- Czasami to jest o wiele więcej niż myślisz

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 16

Zamiast martwić się matematyką, ciągle myślałam co robi mój Bartek, jak to pięknie brzmi, mój Bartek, uśmiechałam się sama do siebie.
Ciągle myślałam o nim i o tym wszystkim co się wydarzyło, pierwszy raz byłam z kimś tak szczęśliwa.
Sama nie rozumiałam tego stanu w którym obecnie się znajdowałam ale podobało mi się to.
-Myślisz, że zdąrzymy na 18 ? - Kama wyrwała mnie z rozmyśleń
-Mhm - przytaknęłam dalej rozpływając się w marzeniach
-Kurde, musimy zdąrzyć, głupio że tak zawsze przyjeżdżamy na końcówkę rozgrzewki
-Jakiej rozgrzewki ? - spojrzałam na nią
-Hmm...no nie wiem, może dzisiaj gramy mecz, co ? - uśmiechnęła się
-Kurde...zapomniałam
- No tak masz prawo - szturchnęła mnie łokciem
- Nie nie wiem o co Ci chodzi wiesz  - spojrzałam na nią
- No tak tak....oczywiście, cieszę się, że jesteście razem, wiesz ?
- Wiem, też się ciesze że jesteś z Michałem, wiesz .?
- Chyba w końcu nam się udało, co ?
- Chyba w końcu tak  - na naszych twarzach pojawił się uśmiech
Po wszystkich beznadziejnych lekcjach udałam sie do mojej nauczycielki od matematyki, nie wyglądała na zadowoloną, zapewne znowu zawaliłam.
- Czy jest aż tak źle ? - spojrzałam na nią
- A jak myślisz ?
- Myślę, że dwa powinno być - uśmiechnęłam się niepewnie
- To źle myślisz - uśmiechnęła się
- Ale jak to ? Przecież nauczyłam się wszystkiego, wydawało mi się że dobrze rozwiązuje te zadania - zaczęłam swój monolog
- To dobrze Ci się wydawało
- No więc jakim cudem mam jedynkę ?
- Daria...a czy ja powiedziałam że masz jedynkę ?
- No nie, ale - zaczęłam
- No właśnie, napisałaś na -4 - podała mi moją kartkę
- O kur... yyyy znaczy o kurde, dziękuję - na mojej twarzy pojawił się banan
- No.... wpisuje Ci tu dwa długopisem i korzystaj z tych korepetycji, dobrze Ci robią - powiedziała bazgrząc w dzienniku
- Tak, na pewno będę korzystać  - powiedziałam trzaskając drzwiami
Zaraz po wyjściu wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do mojego ukochanego
- Baaartek ! - krzyknęłam kiedy tylko odebrał
- Taaaak ? - zapytał zadowolony
- Koocham Cię
- Zdałaś ? Wiedziałem ! Gratuluje
- Powinieneś odpowiedzieć ja Ciebie też czy coś w tym stylu....no cóż, a to wszystko dzięki Twojej pomocy
- Przecież wiesz że ja Ciebie też kocham no ! Trzeba to uczcić
- Teraz wiem, koniecznie ale uzgodnimy to później
- Tak, do zobaczenia na hali
- Pa - schowałam telefon do kieszeni
Chwilę jeszcze stałam zadowolona tym wszystkim kiedy dotarło do mnie że zaraz mamy autobus. Pospiesznie wyszłam ze szkoły.
- I jak ? - zapytała Kama, która czekała na mnie na zewnątrz
- Ej, nie ma czasu, spóźnimy się na autobus - pociągnęłam ją za rękę
- Czyli zdałaś, debilu wiedziałam - ścisnęła moją rękę
- Już, bez takich czułości - zaśmiałam się
Na przystanek trafiłyśmy o 16 jak zwykle po drodze zabrałyśmy nasze rzeczy i o 17 stawiłyśmy się na rozgrzewce na Podpromiu.
Skrzaty jeszcze stali z trenerem mocno o czymś dyskutując, ja wzrokiem szukałam Wrony.
Andrzeja poznałam jeszcze kiedy Bartek grał w Skrze, właściwie Kurek odchodził Wrona przychodził. W sumie dawno go nie widziałam, ciekawe czy się zmienił.
Po kilku sekundach bezsensownego wpatrywania się w jeden punkt, nagle moim oczom ukazał się on.
Nasze spojrzenia się spotkały, on się uśmiechnął a ja odwzajemniłam jego uśmiech.
- No idź się z nim przywitaj - szturchnęła mnie Kama
- Po co niby ? - spojrzałam na nią
- Przecież się przyjaźnicie
- Daj spokój widziałam się z nim 3 razy nie licząc meczów
- To co ? Weź idź .! - nalegała Kamila
- Dobra już idę  - powiedziałam kierując się w jego stronę
Idąc te kilka metrów, czułam jakbym pokonywała kikudziesięcio kilometrową trasę.
Im bliżej niego byłam tym bardziej się stresowałam, nie wiedziałam jak mam się zachować.
Stał tyłem do mnie i patrzył na trybuny.
- Cześć Andrzej - klepnęłam jego ramię
Odwrócił się i lekko się uśmiechnął
- Cześć Daria - powiedział przyciskając mnie do siebie
Zapach jego perfum był tak intensywny że zakręciło mi się w głowie
- Co u Ciebie ? - zapytałam uwalniając się z uścisku
- Jak zawsze do przodu a co u Ciebie ?
- Wszystko dobrze, chyba - uśmiechnęłam się
- Chyba ? - zmarszczył brwi
- Teraz już dobrze, miło znów Cię ujrzeć - znowu się uśmiechnęłam
- Też się cieszę, że znowu się widzimy, słyszałem że jesteś z Bartkiem, także gratulacje - uśmiechnął się i podał mi rękę
- Dziękuje a Ty ? Masz kogoś ?
- Nie, nie gadajmy o tym, co ? - lekko się uśmiechnął
- Tak masz racje, nie powinnam pytać - uciekłam spojrzeniem
- Mów lepiej co u Ciebie, nie wiadomo kiedy znowu będzie okazja się spotkać
- Za 3 dni w Bełchatowie
- A to tak szybko się zdecydowałaś ?
- Zdecydowałam na co ? Przecież to będzie rewanż
- Yyy...no tak przecież o to mi chodziło
- Andrzej czy ja o czymś nie wiem ?
- Najwidoczniej tak, ale ja nie jestem odpowiednią osobą żeby Cie informować
- A kto jest odpowiednią ?
- Wydaje mi się że Andrzej Kowal - spojrzał w jego stronę.
- Czy powinnam się tego bać ?
- Wręcz przeciwnie
- Rozumiem, to do zobaczenia po przeciwnej stronie siatki
- Powodzenia - pocałował mnie w czoło
- Wzajemnie - wróciłam obok Kamy
- I jak ? - zapytała
- Ponoć trener ma mi coś powiedzieć a właściwie przekazać jakąś informacje
- Jaką ?
- Kaama jakbym wiedziała to bym Ci nie mówiła że ma mi coś powiedzieć tylko bym Ci powiedziała co mi powiedział
- No tak
- Oj zakochańcu, zakochańcu....żyj ! - szturchnęłam ją lekko
- Oj odezwała się ta niezakochana
- Dobra, chodź poodbijać piłeczke - podałam jej rękę

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 15

Zamknęłam za sobą drzwi od jego mieszkania, chciałam tam wrócić i zostać z nim już na zawsze, niestety to nie możliwe, jeszcze nie teraz, dopóki nie zamknie starych spraw nie mogę pakować się w jego życie.
W mojej głowie znowu toczyła się walka między tym co czuje a tym co jest, nienawidziłam tego cholernego rozdarcia, to zaraz po nieodwzajemnionej miłości i tęsknocie najgorsze uczucie w życiu każdego człowieka.
Szłam przed siebie, lekki wiatr rozwiewał moje włosy i wysuszał łzy które mimowolnie spływały po moich policzkach.
Boże, czemu ja znowu płacze ? Zadawałam sobie to pytanie, widać łzy stały się nieodłącznym elementem mojego życia.
Wróciłam do domu, przebrałam się i zajęłam się nauką matematyki, w końcu trzeba stawić jej czoła, otworzyłam zeszyt i zajęłam się czytaniem, niestety wszystko rozpraszało moją uwagę, w końcu dźwięk telefonu, sprawdzam wyświetlacz, wiadomość od Bartka moje usta same się uśmiechały.
Wyświetliłam wiadomość '' co się dzieje ? Ja już za Tobą tęsknie"
Ehh... ja za Tobą też, westchnęłam, ale to nie takie proste " pogadamy później, ucze się z matmy" odpisałam i położyłam telefon pod poduszkę tak aby nie kusił.
Ile tego jest... szeptałam przewracając kartki w książce, przez cały rok tego nie ogarnę a co dopiero przez jedną noc.
Z mojej pilnej nauki wyrwał mnie dzwonek do drzwi, jak zwykle nikt się nie ruszył ich otworzyć, więc zwlokłam się z łóżka i poszłam sprawdzić, kto to.
Za drzwiami nie ujrzałam nikogo innego jak...Bartka...
-Wiem, że potrzebujesz mojej pomocy, prawda ? - uśmiechnął się wchodząc do środka
-Skoro wiesz to po co pytasz ? - zamknęłam drzwi
-Cóż za ciepłe powitanie - pocałował mnie w czoło
-No wiesz nie przyzwyczajaj się, później będzie tylko gorzej - weszłam do pokoju i usiadłam na łóżko
-Mam nadzieję, dobra co my tu mamy do ogarnięcia? - usiadł obok i zaczął sprawdzać notatki
-A tylko jakieś 3 rozdziały beznadziejnych wzorów, wykresów itd itd - spojrzałam na sterte materiału do ogarnięcia
-Damy radę ! W sumie ciekawe jeszcze nigdy nie miałem potrójnej randki. Ty, ja i matematyka, idealnie
- W sumie to jeszcze nigdy nie mieliśmy takiej prawdziwej randki
-Racja, musimy to zmienić, w każdy piątek będziemy chodzić na randki, ten dzień będzie zarezerwowany tylko i wyłącznie dla nas
- Kiedy już będziemy razem i nie będziemy w tym momencie grać jakiegoś meczu to jak najbardziej
- To jesteśmy umówieni ?
- Dobra tłumacz mi tą matematykę bo już chce mi się spać - oparłam głowe o poduszkę
- To będzie długa i męcząca noc - położył się obok i zaczęliśmy przerabiać matematykę.
Oczywiście nie obyło się bez nerwów, stresu, łez i zmęczenia.
O 6 zadzwonił budzik, zerwałam się na równe nogi, spakowałam się, przebrałam i wróciłam do pokoju po telefon, Bartek jeszcze spał, usiadłam obok na łóżku, nachyliłam się nad nim i pocałowałam jego policzek.
-Jeszcze 5 minut - szepnął nakrywając się kołdrą
- Śpij ile chcesz, tylko posprzątaj, ugotuj obiad , zrób zakupy, nastaw pranie, tylko mnie kochaj
- mhm - wyjęczał na znak żeby dać mu spokój
- Dam znać czy zdałam, pa - klepnęłam lekko jego ramię
Kiedy byłam już pod szkołą zobaczyłam Kamilę i Michała, którzy nie mogli się ze sobą rozstać
- Ho ho ho gołąbeczki - krzyknęłam
- Ooo a którzto zawitał do szkoły - uśmiechnęła się Kama
- A gdzie masz Bartka ? - Winiar rozejrzał się dookoła
- A śpi biedactwo, całą noc uczyliśmy się matmy
- Czyli miłość kwitnie tak ? - uśmiechnął się
- A no wiesz, bierzemy z was przykład, dzióbeczki -skierowałam się do szkoły
Cały czas przypominałam sobie to wszystko co uczył mnie Bartek, próbowałam uspokoić nerwy, co nie bardzo mi wychodziło.
Kiedy tylko zaczeła się lekcja nauczycielka dała mi sprawdzian, spojrzałam na kartkę, czarna dziura, kompletnie zapomniałam wszystko co mi tłumaczył. Siedziałam i gapiłam się w kartkę, w końcu Kamila kopnęła lekko w moje krzesełko, odwróciłam się
- Dasz radę, wierze w Ciebie -zacisnęła kciuki
Tak dam radę, przecież to umiem, napisze ten cholerny sprawdzian i udowodnie że nie jestem taka beznadziejna za jaką mnie uważa.
Napisałam to co wiedziałam i pewnym krokiem podeszłam do biórka podając nauczycielce sprawdzian.
- Przyjdź po lekcjach, powiem Ci na ile napisałaś - powiedziała patrząc w kartkę
- Dobrze - kiwnęłam głową i wróciłam do ławki.

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 14

-Wiesz Bartek, czasami jedynym sposobem chronienia osoby, którą się kocha…jest trzymanie się od niej z daleka 
-Nie, w naszym przypadku to nie przejdzie, rozumiesz - złapał moje ręce
-Nie mamy innego wyjścia tak po prostu - zatopiłam wzrok w jego oczach 
-Czemu chcesz okłamywać samą siebie?
-Bo może jeśli wiele razy powtórzę sobie, że Cie nie kocham, to sama w końcu w to uwierzę - tonęłam nadal w jego oczach
-Żartujesz sobie chyba 

-I tak nie mamy innego wyjścia, zrozum
 - Ale przecież ty kochasz mnie, a ja kocham ciebie, prawda?
 -Prawda, ale Ty masz dziewczynę, poza tym jedyne czego teraz bym chciała to podpaść jej i zniszczyć naszą przyjaźń  - spuściłam wzrok 

-Natalia......czasem trzeba zmarnować czas na niewłaściwą osobę by dostrzec ogromne znaczenie drugiej…
 -Czyli dla Ciebie związek to marnowanie czasu ? -znów spojrzałam na niego
-Tak, jeśli jest się z kimś tylko dlatego że boi się bycia samotnym to tak - skierował się w stronę okna
-No proszę Cie, wiesz że ją skrzywdziłeś tym ? - podeszłam do niego
-Wiem, nawet nie wiesz jak mi z tym cholernie źle, nie wiesz jak to jest kiedy...- zaczął
-Wiem, nawet nie wiesz jak bardzo dobrze wiem jak to jest kiedy nie masz nikogo - przerwałam mu
-Popatrz żyjemy obok siebie ponad 2 lata i nie zauważyliśmy, że jesteśmy dla siebie wszystkim, nikt inny nie zna mnie tak jak Ty, nikt mnie tak nie rozumie - skupił swój wzrok na szybie
-Boje się, boje się że nam nie wyjdzie a wtedy  nie będziemy mieć ani miłości ani przyjaźni 
-Zawsze możemy wrócić do przyjaźni - odwrócił się w moją stronę 
-Nie Bartek miłości nie wolno karać przyjaźnią. Koniec to koniec
 -Wiesz co jest najlepsze, że możemy się nie widzieć miesiącami. Możemy o sobie „zapomnieć” na chwilę lub dwie. Możemy mieć kogoś w międzyczasie.
 Ale proszę, powiedz mi jak to jest, że za każdym razem, kiedy znajdziemy się blisko siebie, jakaś niewidzialna siła, pcha nas ku sobie ?  - zbliżył się jeszcze bardziej
-Sama nie wiem co mam o tym myśleć - odwróciłam się
Z powrotem usiadłam na wielką sofę stojącą pod ścianą w pokoju, schowałam twarz w ręce, musiałam to przemyśleć, mimo wszystko to dzieje się za szybko, stanowczo za szybko. Bartek bez słowa usiadł obok mnie, czułam jego bliskość, słyszałam oddech, siedzieliśmy obok siebie bez słowa – tak blisko, a jakże daleko, w końcu Bartek musnął ręką moją szyję, spojrzałam na niego i przez kolejną chwilę utonęłam w jego oczach.
Ideał mężczyzny, ucieleśnienie moich wszystkich pragnień znalazłam w nim, wszystko to czego szukałam u innych znalazłam u niego.
- I co ? - zapytał
-Teraz to nie ma sensu, wyjeżdżasz, nie chce związku na odległość
-Jedź ze mną ! - zaproponował
- Mam tutaj szkołe i klub, wiec to nie możliwe
- Ja również mam tutaj wszystko, więc nigdzie nie jadę - przycisnął mnie do siebie
-Jedziesz i nie chce słyszeć sprzeciwu - położyłam głowę na jego klatce piersiowej
-Nie zostawię Cie tutaj samej - pogładził ręką moje plecy
-Bo to pierwszy raz mnie zostawisz samą, daj spokój
-Pierwszy raz jako moją dziewczynę - uśmiechnął się
-Przecież nie Bartek, przecież ja jeszcze nic nie - zaczęłam
-Słowa nie mają tu żadnego znaczenia liczy się uczucie - położył palec na moje usta
-Błagam Cie, nie wyobrażaj sobie jeszcze nic, muszę sobie to poukładać w głowie - odsunęłam jego rękę
- Wydaje mi się, że wszystko jest już jasne - podniósł moją brodę ku górze i przybliżył swoją twarz do mojej.
W głowie miałam tylko pocałunek, tak jego pocałunek, chciałam żeby mnie pocałował, wtedy wszystko by się zmieniło. Jednak nie to niemożliwe, nie mogę do tego dopuścić, wtedy już nie będę umiała o nim zapomnieć, muszę zachować zimną krew.
-Musze już iść - wstałam z sofy zdenerwowana
-Co się stało ? - podszedł znowu do mnie
- Nic, zasiedziałam się - uśmiechnęłam się i zniknęłam za drzwiami łazienki
Ubrałam swoje rzeczy i pospiesznie wyszłam, tuż za drzwiami stał Bartek
- Zrobiłem coś głupiego tak ? - spojrzał na mnie
- Jejku, Bartek oczywiście że nie - uśmiechnęłam się
- Jestem beznadziejny - zobaczyłam smutek w jego oczach
- Co Ty za bzdury opowiadasz ? - złapałam jego rękę
- Widzisz, nie umiem walczyć o to na czym mi zależy, powinienem Cie jakoś zatrzymać a kompletnie nie wiem co mam zrobić, mam paść na kolana i błagać żebyś została ?
- Nie musisz nic robić, sama świadomość tego że jesteś trzyma mnie przy Tobie
- Więc czemu chcesz mnie tu zostawić ?
- Kurde Bartek, najchętniej to rzuciłabym się tu na Ciebie z tej miłości, ale dopóki nie wyjaśnisz wszystkiego swojej obecnej dziewczynie nie chce robić niczego co byłoby niestosowne, rozumiesz ?
- Ale ta cała sprawa z nią może chwile potrwać
- Poczekam tyle ile będzie trzeba - pogładziłam jego policzek grzbietem dłoni, w dalszym ciągu się uśmiechając.
- A jeśli to potrwa długo ? Dla Ciebie za długo ?
- Mamy przed sobą całe życie, nie musimy się spieszyć

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 13

-Bartek - szepnęłam
-Tak ? - oparł swoje czoło o moje
-Przestań - próbowałam opanować drżenie
-Nic złego nie robię - na jego twarz wkradł się zadziorny uśmiech.
Prawy kącik ust powędrował ku górze, kiedy zaczął niebezpiecznie szybko zbliżać się do mojej twarzy i złożył usta na moim policzku, westchnęłam cicho i odsunęłam się od niego.
-Przepraszam, nie wiem co mnie... - zaczął
-Nieee, nie kończ, błagam - powiedziałam  składając palec na jego ustach
Staliśmy jeszcze chwile patrząc na siebie, ciesząc oczy sobą.
-Kawa - uśmiechnął się
-Co ?
-Kawa nam wystygnie, chodź - złapał mnie za rękę i energicznie pociągnął za sobą
-Pozwól, że się ubiorę - powiedziałam przytrzymując ręcznik dłonią
-Koszule moją Ci dam, chcesz ? - spojrzał na mnie
-Tak chce - uśmiechnęłam się
-To zaczekaj tu, zaraz wracam
-Dobrze, nigdzie się nie wybieram
Rozejrzałam się po pokoju, moją uwagę przykuł widok zapakowanej figurki w kształcie 6, podeszłam bliżej i rozpoznałam mój prezent dla niego.
W głowie kilka myśli, wyciągnęłam ją z pudełka, w tym momencie do pokoju wparował Bartek
-Masz moją ulubioną - podał mi koszule
-Co chcesz z tym zrobić ? - zapytałam nie odwracając się do niego
-Chodź, wszystko Ci wytłumaczę, tylko się nie denerwuj, dobrze ? - powiedział odkładając ją z powrotem
-Dobrze, pod warunkiem, że to się nie wiąże z niczym czego usłyszeć bym nie chciała - mrugnęłam do niego
Wzięłam jego koszulę i poszłam się przebrać, w głowie miałam już ułożone tłumaczenia, pewnie nie powie mi nic dobrego, zawsze jak jest dobrze coś musi się zepsuć, zawsze.
Wyszłam z łazienki, wzięłam kubek z kawą i usiadłam obok Bartka
-Więc co chcesz mi powiedzieć ? - wzięłam łyk kawy
-Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, więc kurde nawet nie wiesz jakie to dla mnie trudne bo...
-Bo ? - przerwałam mu
-Bo, będę robił przemeblowanie i nie chce żeby się zakurzyła, wiesz
-Wiem, że kłamiesz - uśmiechnęłam się
-Daria, proszę Cię - spojrzał na mnie
-To ja Ciebie proszę - odłożyłam kubek i przybliżyłam się do niego
-Nie chce żebyś się denerwowała - wziął moją rękę
-Właśnie teraz denerwuje się najbardziej
-Ale to jeszcze nic pewnego, muszę to przemyśleć
-Bartek, powiesz w końcu ?
-Dobrze, dostałem propozycje od pewnego klubu, wiąże się to z przeprowadzką, a ta figurka jedzie ze mną - uśmiechnął się
-To wspaniale, a dokąd ?
-No właśnie daleko bo aż do Włoch
-Nie, niee- wstałam z siedzenia
-Tak - Bartek podszedł do mnie
-Błagam nie mów, że mnie tu zostawisz, nie dam rady bez Ciebie - powiedziałam tuląc się do niego
-Jeszcze się nie zdecydowałem, mam jeszcze sporo czasu na podjęcie decyzji - pogładził moje plecy
-A chciałeś mi o tym powiedzieć ? - odsunęłam się
-No oczywiście
- A kiedy dostałeś tą propozycje ?
-Kilka dni temu
-Kilka dni ? I dopiero teraz mi mówisz? a chciałeś mi o tym powiedzieć tak w ogóle - spuściłam głowę
-Oczywiście, że chciałem, wierzysz mi - podniósł moją brodę ku górze
-Wierzę, zawsze mówisz prawdę. - spojrzałam
-Tobie tak.- wbił palce w moje włosy
-Wiesz, że nie dam sobie rady bez Ciebie ? - zapytałam łamiącym głosem
-Ja bez Ciebie też
-Ale obiecaj, że zapomnisz o mnie kiedy będziesz podejmował decyzje
-Nie mogę Ci tego obiecać
-Dlaczego ?
-Bo nawet na sekundę nie mogę o Tobie zapomnieć
-Bartek, zabijasz mnie takimi słowami, proszę przestań, mamy się przyjaźnić, masz dziewczynę wiesz tym - usiadłam spowrotem na sofę
-Wiesz, wystarczy jedno Twoje słowo - kucnął przede mną
-Za bardzo mi na Tobie zależy, żeby Cię ranić wiesz
-Skąd wiesz jakby było ?
-Może kiedyś się o tym przekonamy
-Kiedyś, kiedyś
-Tak a czas ucieka - uśmiechnął się
-Na razie to Ty wyjeżdżasz może poznasz jakąś fajną dziewczynę, albo nadal będziesz z obecną, pewnie wyjedzie z Tobą
-Skąd ta pewność, że wyjadę ? I że będę z obecną ? Albo kogoś poznam ?
-Bo to dla Ciebie wielka szansa, możesz się rozwijać byłbyś głupcem gdybyś zrezygnował z takiej szansy
-Będę głupcem jak zrezygnuje z Ciebie...

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 12

Z godziny na godzinę było coraz gorzej, czułam że się odwadniam, w życiu nie pomyślałabym że on jest dla mnie tak bardzo ważny, niestety teraz trzeba zapomnieć, ba teraz trzeba będzie udawać że mi nie zależy, że wszystko jest dobrze.
Czyli jednak to prawda trzeba docenić co się ma zanim los każe nam docenić co mielimy.
To głupie bo jak z nim rozmawiam, to prawie tak, jakbym słuchała swojego najgłębszego, najbardziej przemyślanego i najlepszego głosu wewnętrznego.Taka niezwykła zgodność tego, co myślę i czuje z tym, co słyszę, położyłam głowę na poduszkę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 
Rano obudził mnie dzwonek do drzwi, a właściwie nie dzwonek, tylko krzyk siostry
- Dzwonek!
- To otwórz! - odkrzyknęłam, ale nie doczekałam się rezultatu, a dźwięk się powtórzył.
 Zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do drzwi.
- O, ładna piżamka - rzekł Bartek, kiedy otworzyłam.
- Oszalałeś? Co tu robisz tak wcześnie?
- Wcześnie?! Jest szósta, zaraz do szkoły - spojrzał na zegarek
-Dobra, co Cię do mnie sprowadza ? - przygładziłam włosy
-Jak to co ? chyba musimy sobie coś wyjaśnić - skierował się do mojego pokoju
-Ale co musimy wyjaśnić ? chyba nie rozumiem - poszłam za nim
-No wczorajsza sytuacja - usiadł na moim łóżku
-Nie wiem o czym mówisz - uśmiechnęłam się lekko
-A te zaczerwienione i spuchnięte oczy to co ? - spojrzał na mnie
-Czy płakałam ? Tak ale nie za Tobą.Widać są ważniejsze sprawy od tej komedii którą nazwałam       miłością .- usiadłam obok
-Czyli jednak - uśmiechnął się
-Jednak co ? - uciekłam spojrzeniem
-Czujesz coś do mnie, prawda ? 
-Taaa - szepnęłam
-Widzisz to głupie, ale ja też czuje coś do Ciebie  - powiedział
-Tylko jest problem bo Ty czujesz przyjaźń a moja przyjaźń przerodziła się w coś większego, silniejszego, nawet nie potrafię tego opisać - schowałam twarz w ręce
-To mamy problem - wstał i podszedł do okna
-Tak, a jaki ? - spojrzałam na niego
-No bo ja mam tak samo - nadal patrzył przed siebie
-Tylko, że Ty już znalazłeś swoją miłość
-Poczekaj - w końcu odwzajemnił spojrzenie
-Na co? - spojrzałam
-Na miłość.
-Ona sama mnie znajdzie.
-Kiedy Ty, właśnie przed nią uciekasz.
-Sugerujesz że to właśnie Ty jesteś tą miłością?
-Ja nic nie sugeruje. Ja to po prostu czuję. - ponownie usiadł obok
-Za widok Twoich zakochanych oczu, jestem gotowa oddać wszystko, co tylko mam najlepsze.
 Może i to żałosne, ale tak właśnie ma na imię nieszczęśliwa miłość - oparłam głowę o jego ramię
-Jezu, czego nie wyznałaś mi tego wcześniej ?  - oparł swój policzek o moją głowę
-Bo poczułam to niedawno, poza tym nie chciałam niszczyć naszej przyjaźni, a kiedy już się zdecydowałam wyznałeś, że już kogoś poznałeś, nawet nie wiesz jak mnie to rozwaliło - mówiłam
-Wiesz co jest najgorsze ? - objął mnie
-Co ?
-Że ja też nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni to jest dla mnie najważniejsze, ale teraz kiedy ją poznałem nie wiem, jestem z nią ale myślę o Tobie, to takie głupie
- Dlaczego tak rzadko okazywałeś te uczucia.?
- Bo wolę udawać, że nic do Ciebie nie czuje niż cierpieć i nie spać po nocach.
 -Co myśmy narobili
-Co ?
-Zmarnowaliśmy wszystko, rozumiesz   ? wszystko
-Udajmy, że Cię nie kocham, że nie potrzebuję, że nie tęsknie i że nie płaczę. Bo tak będzie lepiej. Uzależnienia są złe, a Ty mnie uzależniasz.
- Skoro tak wolisz… W tym momencie pękło moje serce. Tak bardzo chciałam, żeby zaprzeczył.
-To co ? damy radę ? - zapytał
-Z czym ?
-Zapomnieć o tym wszystkim i dalej się przyjaźnić ?
-Będzie ciężko, ale nie takie problemy razem pokonywaliśmy, prawda ? - uśmiechnęłam się
-Razem przetrwamy wszystko - pocałował moje czoło
-Dokładnie, a teraz przepraszam ale muszę się zbierać, wiesz szkoła czeka i te sprawy
 -Tak wiem wiem to masz 10 minut ja czekam w samochodzie
-Nie no nie ma potrzeby
-Ale chce wiesz
-Dobrze, dziękuję zaraz zejdę do Ciebie
Bartek wyszedł, ja poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro, wyglądałam okropnie oczy opuchnięte, zaczerwienione zacisnęłam lekko szczękę i przymknęłam na chwilę oczy, mówiąc sobie w duchu, że nie będę przez niego płakać.
 Oczywiście, stało się na odwrót. Byłam zupełnie rozbita i przygnębiona wydarzeniami z  ostatnich kilku godzin. Ogarnęłam się i zeszłam do Bartka, usiadłam w fotelu.
-Chcesz jechać do szkoły ? - zapytał
-Niee - kiwnęłam przecząco głową
Bartek położył rękę na moim kolanie i znacząco kiwnął głową, znaczyło to tyle że zabiera mnie do siebie bo mamy jeszcze coś wyjaśniać. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.
-To co ja zaparzę kawe tak  ? - uśmiechnął się
-A ja wezmę prysznic - klepnęłam go w ramię
Weszłam do łazienki i zaczęłam się rozbierać, mając nadzieję, że prysznic mi pomoże i gorąca woda rozluźni me obolałe ciało, oraz ukoi nerwy. Żałowałam, że nie miałam żadnych ubrań na przebranie, ale o to postanowiłam martwić się później.
Weszłam pod prysznic i przymknęłam zaczerwienione, opuchnięte oczy, pozwalając, by strumień przyjemnego ciepła chociaż na chwilę wyrzucił wszystkie myśli i wspomnienia z mojego umysłu. 
 Nie wiem ile czasu stałam pod wodą, starając się zrelaksować, ale w końcu uznałam, że to rzeczywiście trochę mi pomogło. Musiałam jakoś dojść do siebie i przestać się użalać.
Musiałam zacząć jasno myśleć. Wychodząc spod prysznica, złapałam za biały, puchowy i przyjemnie pachnący ręcznik, po czym szybko się nim owinęłam, by utracić jak najmniej ciepła.
Przez chwilę stałam przed lekko zaparowanym lustrem, znowu wpatrując się w swoje odbicie. Wyglądałam lepiej z kolorkami na policzkach i bez smug rozmazanego makijażu na skórze.
 Wyszłam z łazienki, dalej będąc jedynie owiniętą w ręcznik
-jedyne co Ci mogę zaproponować to moja koszulka - uśmiechnął się podając mi koszulkę
-idealnie - wzięłam ją od niego
-ale z Ciebie gapa - zaczął się śmiać
-co ?  - zapytałam
- masz jeszcze troszkę szamponu na twarzy - podszedł do mnie
- gdzie ? - zaczęłam energicznie wycierać całą twarz
- o tu - powiedział i delikatnie musnął mój policzek palcem